Przyszłość automatyzacji i robotyzacji pod znakiem rozwoju

Posted Posted in Ekoinnowacje, Ekorozwój, Innowacje, Przemysł, Przemysł 4.0

Ministerstwo Rozwoju ustami byłej już Pani minister Jadwigi Emilewicz poinformowało jesienią, iż od 1 stycznia r. 2021 wszystkie firmy automatyzujące i robotyzujące swoje procesy będą mogły skorzystać z ulgi podatkowej.

To niezwykle korzystne rozwiązanie będzie dostępne także dla firm sektora MŚP i to niezależnie czy są one płatnikami CIT, czy PIT.

Odliczenie 50% kosztów uzyskania przychodów poniesionych na inwestycje w robotyzację ma obowiązywać od 1 stycznia 2021 r.

Ulga ma być dla wszystkich firm, bez znaczenia na wielkość lub branżę.

Ulga obejmie płatników PIT i CIT.

Koszty na robotyzację przedsiębiorcy będą mogli odliczyć w ciągu roku podatkowego, a w momencie składania rocznego zeznania podatkowego, dokonają dodatkowego odpisu (tak jak przy uldze na prace badawczo-rozwojowe).

Ulga będzie obowiązywać przez pięć lat, do końca roku 2025.

Ponieważ projekt ustawy i rozporządzenia nie zostały jeszcze ujawnione, nieznane są jeszcze dokładne zapisy.

Nie mniej jednak Ministerstwo ujawniło podstawowe informacje dotyczące kosztów kwalifikowanych.

Ulga na robotyzację: koszty kwalifikowane, co można odliczyć?Odliczenie od podstawy opodatkowania 50% kosztów kwalifikowanych związanych z inwestycjami w robotyzację dotyczyć ma m.in.:

  • zakupu lub leasingowania nowych robotów i kobotów (robotów współpracujących),
  • zakupu oprogramowania,•zakupu osprzętu,
  • szkoleń dla pracowników.Nowy projekt Ministerstwa ma na celu zwiększenie konkurencyjności innowacyjnych firm na polskim i zagranicznych rynkach.

Eksperci oceniają, że firmy, które zdecydują się w 2021 r. na wprowadzenie rozwiązań z zakresu automatyzacji i robotyzacji w ciągu kilku kolejnych całkowicie wyprą tradycyjnie zorganizowane przedsiębiorstwa w swoich sektorach.

Roboty bowiem nie mylą się, nie chorują i nie chodzą na urlop i przejmują najżmudniejszą oraz powtarzalną pracę. To wszystko okazało się nie do przecenienia w czasach koronawirusa.

Robotyzacja i automatyzacja nie dotyczy tylko produkcji.

Automatyzacja i robotyzacja daje możliwość uproszczenia i przyspieszenia wielu powtarzalnych działań.

Dzięki temu firmy uwalniają dodatkowy potencjał, który mogą wykorzystać do kreowania przewagi rynkowej nad konkurentami.

Nie dotyczy ona tylko produkcji, ale całego biznesu.

Przykładowo, cały czas najszybciej efekty osiąga się przy automatyzacji twardych procesów księgowych i związanych z zarządzaniem kadrami.

Jednak przestrzeni do optymalizacji jest więcej.

Dla kogo automatyzacja procesów biznesowych

Wydaje się, że automatyzacja procesów biznesowych to temat wyłącznie dla firm o ugruntowanej pozycji, jednak okazuje się, że coraz częściej dobra organizacja twardych procesów jest też elementem ograniczania kosztów operacyjnych w start-upach i małych firmach.

Podnoszą one wydajność i efektywność pracy.

Procesy, które trudno wyobrazić sobie dziś bez aplikacji do automatyzacji zadań to m.in.: analiza przepływów finansowych, księgowość, komunikacja z klientem, logistyka, sprzedaż i marketing.

Duży wpływ na sukces w optymalizowaniu różnego rodzaju operacji ma współpraca z partnerem doświadczonym w tym zakresie. Warto pamiętać, że jest to proces ciągły.

Długoterminowo najlepszy efekt przynosi stały monitoring istniejącej infrastruktury procesowej i jej modyfikowanie.

Dobrze jest być świadomym tego, że potrzeby w tym zakresie mogą zmieniać się w czasie i wraz z rozwojem biznesu.

Jak zdefiniować proces biznesowy?

Proces biznesowy to zespół zadań i czynności, jakie trzeba wykonać, aby osiągnąć określony efekt.

Wszyscy codziennie realizujemy różne procesy biznesowe i współpracujemy z osobami, które są zaangażowane w szereg powiązanych procesów, których realizacja jest istotna z punktu widzenia założonych celów organizacji.

Zdefiniowanie poszczególnych procesów i ich składowych jest więc podstawą do tego, by zaproponować rozwiązanie innowacyjne, które umożliwi automatyzację kolejnych działań

Analiza procesów biznesowych to dość skomplikowane zadanie.

Żeby znaleźć obszary do optymalizacji, konieczna jest kompleksowa wiedza na temat określonych zagadnień oraz na temat poszczególnych narzędzi, które są wykorzystywane do realizacji kolejnych zadań.

Sporo zależy od tego, jak bardzo złożony jest dany proces i od faktu, czy można go w pełni zautomatyzować, czy konieczne jest zachowanie na drodze do celu punktów kontrolnych, w których będzie musiał się zaangażować człowiek.

Analiza polega na badaniu przepływu i jego wizualizacji oraz punktów kontrolnych i poziomu dostępu do informacji, jaki jest potrzebny poszczególnym użytkownikom na danym etapie realizacji zadań.

Jak wiadomo angażowanie użytkowników i zakres dostępnych informacji, wynika z funkcji jaką pełnią oni w organizacji.Aby dobrze zrozumieć proces jako taki, warto korzystać ze sprawdzonych narzędzi do modelowania biznesowego.

Dzięki nim łatwiej jest zobrazować proces, wytłumaczyć reguły i zasady postępowania w określonych scenariuszach, nadać odpowiednie wagi informacjom.

Analiza procesu biznesowego to jeden z ważniejszych modułów dobrych platform do automatyzacji biznesowej

Stały monitoring już po wdrożeniu zmian, z czasem może wskazać kolejne obszary do optymalizacji.

Czym różnią się automatyzacja procesów biznesowych od robotyzacji procesów biznesowych?

W rozważaniach na temat automatyzacji procesów biznesowych funkcjonują dwa terminy –dotyczący biznesu BPA (Bussines Proces Automation) i dotyczący robotów RPA (Robotic Proces Automation).BPA to szeroko pojęta transformacja cyfrowa procesów biznesowych.

Nikogo już dziś nie dziwi, że taki proces wymaga zastosowania szeregu różnych aplikacji, które automatyzują poszczególne operacje.

Organizacje korzystają często z różnych rozwiązań np. do księgowości, zarządzania zasobami ludzkimi czy sprzedażą. Wiele narzędzi do automatyzacji stosuje się także w marketingu.

Automatyzacja to także integracja aplikacji wykorzystywanych w firmie.

Wdrożenie nowych technologii, w tym wirtualnych robotów korzystających ze sztucznej inteligencji otworzyło kolejne możliwości do optymalizowania nawet zdigitalizowanych procesów.

RPA to niejako dziedzina zależna od BPA, która koncentruje się na wykorzystaniu najnowszych rozwiązań technologicznych w celu integrowania firmowych aplikacji oraz systemów, którymi dysponuje przedsiębiorstwo z aplikacjami dostawców niektórych usług.

Można powiedzieć, że digitalizacja procesów biznesowych jest już dość zaawansowana i największym wyzwaniem staje się uporządkowanie bezpiecznego obiegu informacji pomiędzy wszystkimi wykorzystywanymi aplikacjami w firmowym systemie cyfrowym.

Jak się dzisiaj robi automatyzację w firmach?

Jest wiele sposobów.

Można postawić na indywidualny development i stworzyć od podstaw integralną cyfrową infrastrukturę biznesową.

Byłoby to jednak drogie i czasochłonne.

Poza tym większość procesów w istniejących przedsiębiorstwach przeszła transformację cyfrową.

Dlatego lepiej jest korzystać z opracowanych już wirtualnych robotów, które dają możliwość skutecznego i bezpiecznego integrowania popularnych aplikacji i systemów biznesowych.

Oprócz samej integracji jest jeszcze możliwość modyfikowania botów adekwatnie do potrzeb wynikających z unikalnej specyfiki procesu w danej organizacji.

Dobrym przykładem, który pokazuje, dlaczego możliwość dostosowania robotów jest ważna, wydaje się księgowość.

Wszystkie firmy ją prowadzą, ale reguły wewnętrzne, w tym sposób obiegu dokumentów i informacji oraz akceptowania choćby wydatków może się różnić.

Na rynku dostępnych jest szereg narzędzi, które powstały z myślą o automatyzacji i robotyzacji procesów biznesowych.

Obsługa niektórych z nich nie wymaga nawet umiejętności kodowania, co umożliwia pracę nad procesem w zespole specjalistów zaangażowanych w jego codzienną realizację

Innowacyjność na wagę euro

Posted Posted in Ekoinnowacje, Ekorozwój, Innowacje, Przemysł, Przemysł 4.0

27 państw osiągnęło podczas szczytu Rady Europejskiej w Brukseli porozumienie w sprawie budżetu UE na lata 2021-2027 w tym nowego Funduszu Odbudowy po pandemii koronawirusa.

W ramach nowego budżetu UE na lata 2021-2027 do Polski trafi około 139 mld euro w formie dotacji oraz 34 mld euro w pożyczkach.W przeliczeniu na złotówki oznacza to, że Polska będzie mogła skorzystać z ponad 776 mld zł wsparcia (w cenach bieżących), w tym: 623 mld zł w formie dotacji i 153 mld zł w formie niskooprocentowanych pożyczek.

Polska będzie więc nadal największym beneficjentem polityki spójności w UE i otrzyma 66,8 mld euro.

Dodatkowe środki z polityki spójności w odpowiedzi na kry-zys to szacunkowo 3 mld euro, a środki ze Wspólnej Polityki Rolnej dla Polski to 28,5 mld euro.

Polska będzie też największym beneficjentem Funduszu Sprawiedliwej Transformacji i otrzyma z tego tytułu 3,5 mld euro.

Środki unijne, które otrzyma Polska, mają pomóc w odbudowie i umocnieniu gospodarki po pandemii koronawirusa, a także pozwolić na realizację unijnych celów w latach 2021-2027.Zanim jednak wkroczymy w nową perspektywę unijną i uruchomione zostaną pierwsze konkursy (co zapewne nie nastąpi zbyt szybko), przedsiębiorcy mogą skorzystać jesz-cze z możliwości, jakie oferuje im aktualny Harmonogram naborów wniosków na rok 2020 w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój.Innowacje w sektorze rolnym.

Dla projektów badawczo-rozwojowych uruchomiono kolejny nabór wniosków w popularnym wśród przedsiębiorców pro-gramie Szybka Ścieżka (Działanie 1.1.1 PO IR), jednak tym razem w dedykowanej ścieżce tematycznej „Agrotech”.

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przeznaczy 100 mln zł z Funduszy Europejskich na wsparcie nowych technologii w sektorze rolnym

Celem konkursu jest podniesienie konkurencyjności polskich firm pracujących nad projektami z zakresu robotyzacji i automatyzacji, cyfryzacji czy produkcji rolno-spożywczej przyjaznej środowisku.

Nabór wniosków w konkursie rozpocznie się 10 września i potrwa do 6 listopada 2020 r.O wsparcie w ramach konkursu Szybka Ścieżka „Agrotech” mogą ubiegać się przedsiębiorstwa, zarówno MŚP, jak i duże firmy oraz konsorcja składające się z przedsiębiorców lub przedsiębiorców i jednostek naukowych.

Dodatkowo projekt musi być realizowany w regionie słabiej rozwiniętym tj. poza województwem mazowieckim.Agenda badawcza nowego konkursu NCBR określa 6 głównych obszarów tematycznych, w które wpisywać mają się finansowane projekty, są to:

  • automatyzacja i robotyzacja w rolnictwie,•mechanizacja w rolnictwie,
  • aplikacje i zaawansowane usługi cyfrowe dla optymalizacji, predykcji i symulacji procesów, oraz efektywna digitalizacja produkcji, przetwarzania i zarządzania w rolnictwie,
  • rolnictwo precyzyjne (smart fields),
  • zrównoważone rolnictwo i przetwórstwo rolno-spożywcze, innowacyjna żywność, biotechnologia rolnicza,
  • bioenergia i biomateriały.

W ramach programu możliwe jest ubieganie się o dofinansowanie unijne do 80% kosztów kwalifikowanych projektu.

Dla pojedynczego MŚP minimalna wartość kosz-ów kwalifikowalnych to 1 mln zł, w przypadku dużych firm lub konsorcjów 2 mln zł.

Jakie projekty mogą starać się o dofinansowanie?

O dofinansowanie we wszystkich konkursach „Szybkiej Ścieżki” mogą starać się projekty, których efektem będzie stworzenie i wprowadzenie na rynek nowego lub znacząco ulepszonego produktu, usługi czy procesu.

Wsparciem można objąć takie koszty jak m.in. wynagrodzenia zespołu projektowego, usługi badawcze, koszty operacyjne (materiały, surowce).

W ramach działania współfinansowane są projekty celowe obejmujące badania przemysłowe i prace rozwojowe albo prace rozwojowe, aż do wytworzenia prototypu.

Dodatkowo dofinansowane na poziomie 90 proc. mogą być także typowe prace przedwdrożeniowe już po zakończeniu badań, ale przed wdrożeniem innowacji do praktyki produkcyjnej przedsiębiorstwa.

Prace przedwdrożeniowe obejmują działania przygotowawcze do wdrożenia wyników badań i umożliwiają doprowadzenie rozwiązania będącego przedmiotem projektu do etapu, kiedy będzie można je skomercjalizować.

W szczególności takimi pracami mogą być np. opracowanie dokumentacji wdrożeniowej, usługi rzecznika patentowego, testy, certyfikacja czy badania rynku.Inne innowacje w sektorze MŚP.

Ciekawa alternatywa dla firm…

Ciekawą alternatywą dla firm, które nie prowadzą u siebie prac badawczo-rozwojowych, a chciałyby jednak opracować coś nowego i przetestować przed wdrożeniem rozwiązania na rynek, istnieje możliwość sfinansowania prac B+R w ramach programu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Jeśli firma nie posiada zaplecza kadrowego czy infrastruktury, aby samodzielnie opracować technologię dla własnego pomysłu, warto zainteresować się działaniem 2.3.2 PO IR Bon na innowacje dla MŚP.

W ramach niego można otrzymać dofinansowanie do 85 proc. na zakup usługi od jednostki badawczo-naukowej (w tym Centrów Badawczo-Rozwojowych) dotyczącej opracowania i przetestowania odpowiedniej technologii/wyrobu wraz z wytworzeniem prototypu oraz całej dokumentacji wdrożeniowej.

Nabór wniosków będzie trwał do 30 września 2020 r.

Wdrożenie innowacji do produkcji

W sytuacji, kiedy przedsiębiorstwo już zakończyło prace B+R (samodzielnie lub na zlecenie) i jest gotowe, aby taki udoskonalony produkt lub technologię skomercjalizować i wdrożyć do działalności produkcyjnej, to wtedy kluczowe stają się koszty związane z uruchomieniem zakładu produkcyjnego.

Przedmiotem dofinansowania w ramach projektu wdrożeniowego mogą być wydatki inwestycyjne bezpośrednio związane z komercjalizacją wyników B+R oraz doradztwo niezbędne do wdrożenia wyników prac B+R, czyli wydatki konieczne do uruchomienia produkcji nowego produktu lub świadczenia nowej usługi.

W ramach dostępnych programów przedsiębiorcy mogą pozyskać dofinansowanie na realizację działań tradycyjnie postrzeganych jako działania inwestycyjne, m.in.:

  • zakup gruntu,
  • zakup lub budowa hali produkcyjno-magazynowej,
  • remont obecnie posiadanej nieruchomości celem jej dostosowania do wymogów projektu,
  • zakup maszyn, urządzeń czy linii technologicznej,
  • zakup wartości niematerialnych i prawnych (patenty, licencje, know-how, nieopatentowana wiedza techniczna).

Poziom dofinansowania uzależniony jest od wielkości przedsiębiorstwa i województwa, w którym zlokalizowana zostanie planowana inwestycja.

Możliwe jest pozyskanie dofinansowania nawet do 70 proc. kosztów inwestycji.

Wnioski o dofinansowanie tego typu projektów można składać do Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK).

Nabór do kredytu na innowacje technologiczne rozpoczął się 1 czerwca 2020 r. i potrwa do 30 grudnia 2020 r., z zastrzeżeniem, że konkurs podzielony jest na rundy, w ramach których nabór wniosków o dofinansowanie odbędzie jeszcze się w następujących terminach:

  • od 01.09.2020 r. do 30.09.2020 r. (runda 4),
  • od 01.10.2020 r. do 29.10.2020 r. (runda 5),
  • od 30.10.2020 r. do 30.11.2020 r. (runda 6),
  • od 01.12.2020 r. do 30.12.2020 r., godz. 15:00 (runda 7).

Kredyt na innowacje technologiczne w nowej odsłonie wprowadza wiele zmian przyjaznych dla wnioskodawcy, m.in.:

  • Nowość lub znaczące ulepszenie produktu, lub usługi w skali przedsiębiorstwa –innowacja w skali kraju nie będzie już wymagana do uzyskania dotacji.
  • Zniesienie wymogu 25 proc. wkładu własnego w projekt –nawet 100% kosztów kwalifikowalnych będzie mogło być finansowanych kredytem technologicznym.
  • Zniesienie limitu 6 mln zł dofinansowania na projekt –przyznane dofinansowanie będzie zgodne z Mapą Pomocy Regionalnej (tj. maksymalnie do 70 proc.) bez dotychczasowego limitu 6 mln zł.4.Rozszerzenie katalogu wydatków kwalifikowalnych.

Praca zdalna w dobie pandemii

Posted Posted in Ekoinnowacje, Ekorozwój, Innowacje

Czas pandemii i ograniczeń z nią związanych zmusił wiele firm, również tych, które do tej pory nie preferowały takiej metody działania, do przejścia w większym stopniu na model pracy zdalnej.

Choć mogłoby się wydawać, że w dzisiejszych czasach bycie „online” w dowolnym miejscu na świecie nie powinno stwarzać najmniejszych problemów, to jednak w wielu firmach działy IT stanęły przed nie lada wyzwaniem – jak szybko dopasować swoją infrastrukturę do takiej właśnie sytuacji?

Okazało się, że praca zdalna, to nie tylko VPN, który często był usługą traktowaną jako „zło konieczne”, ponieważ wielu pracowników zakładało, że korzystanie z VPN jest równoznaczne ze spowolnioną pracą i brakiem dostępu do części danych.

Ponadto okazało się również, że do pracy zdalnej nie wystarczy tylko dostęp do poczty na komputerze i telefonie służbowym – w tym przypadku już raczej standardowej usługi dostępnej dla każdego użytkownika w firmie.

Co zapewnia Home Office?

„Home office” z prawdziwego zdarzenia to zapewnienie użytkownikowi pełnego komfortu pracy i szybkiego dostępu do wszystkich zasobów firmowych z domu.

I tu do głosu dochodzi kolejne uniwersalna już prawda: „Nowoczesny dział IT musi być o krok przed biznesem”.

Użytkownika, dla którego przecież dział IT świadczy usługi, nie interesują wszystkie techniczne meandry funkcjonowania tej usługi, nie interesują go wyjaśnienia dlaczego „nie działa” lub „działa wolno”…

Interesuje go stabilnie i niezawodnie działająca usługa, która zapewnia mu nieprzerwany oraz komfortowy dostęp do jego danych, umożliwiający sprawną i efektywną pracę.

Pytań jest wiele…

Czy moja firma jest przygotowana na obsłużenie dodatkowego – zwiększonego ruchu?

Czy moje dotąd wystarczające łącze internetowe, które zapewniało mi w miarę komfortową komunikację ze światem w tej chwili nie jest „zbyt małe”, i jakie są możliwości w zakresie zwiększenia tego łącza?

Czy poprzez VPN mam dostęp do wszystkich niezbędnych aplikacji firmowych, czy też dostęp do części z nich wymaga przekonfigurowania tej usługi?

Czy komfort pracy na mojej aplikacji, przykładowo księgowej, poprzez VPN jest wystarczający?

To tylko kilka pytań, które działy IT musiały sobie postawić w momencie zwiększenia wymiaru pracy zdalnej w firmach.

I choć żadne z nich nie dotyczy zaawansowanej konfiguracji serwerów lub sieci, były to problemy, z którymi należało się zmierzyć.

Home Office a możliwości techniczne

Wielu użytkowników, niestety, nie dysponuje w domu łączami o dobrych prędkościach, a jeśli już, zazwyczaj są to łącza niesymetryczne (np. 100/10 Mbit), które oferują świetną prędkość odbierania danych, ale jeśli chodzi o dane wysyłane, to ich prędkość jest znacznie niższa.

I znów należy poszukać właściwego rozwiązania, najlepiej długofalowego.

Jako ciekawostkę,  można przedstawić jeszcze jedną sytuację, której sprostać muszą działy IT.

Wielu pracowników jest przyzwyczajonych do pracy na dwóch monitorach! Na co dzień mają do dyspozycji laptop, ale używają stacji dokującej i laptop wpięty do niej rano, jest po prostu wypinany na koniec dnia.

A skoro mówimy o komfortowej pracy na „home office”, to pewnie część użytkowników zwróci się do działu IT z prośbą o dodatkowy monitor.

To doskonale pokazuje, że działy IT często zmagają się z nietechnicznymi wyzwaniami, które wcale nie są niższej rangi.

Dlatego też należy gromadzić zasoby i odpowiednio nimi dysponować, szczególnie w kryzysowych sytuacjach.

Jak zatem przygotować się i dopasować do dynamiki zmieniającego się otoczenia biznesowego?

Jak być „o krok przed biznesem”?

Niestety, nie ma na to uniwersalnej recepty.

Tak jak każda firma jest inna, tak inny jest dział IT w każdej firmie – mniej lub bardziej zaawansowany technologicznie, mniej lub bardziej liczny, mniej lub bardziej ustandaryzowany.

Z pewnością czas pandemii pokazał, że IT nie może stać w miejscu, że IT musi mieć pełną świadomość swoich zasobów i być przygotowane do elastycznego ich zwiększania lub przemieszczania pomiędzy mocą obliczeniową dedykowaną dla różnych usług.

Może to czas, aby pomyśleć o wyjściu ze sztywnego modelu on-premise i poszukać bardziej elastycznych rozwiązań chmurowych, które z założenia oferują większą skalowalność dostępnych zasobów?

Może to czas, żeby uelastycznić firmowe środowisko IT, wprowadzając do niego elementy wirtualizacji (mocy obliczeniowej, sieci, przestrzeni dyskowych)?

Może to w końcu czas, żeby na poważnie pochylić się nad kwestiami bezpieczeństwa zarówno pracy zdalnej, jak i zdalnego dostępu do zasobów firmowych?

Tym bardziej, że jedno z najczęściej zadawanych ostatnio brzmi: „Czy praca zdalna jest bezpieczna”?

Nie ulega jednak wątpliwości, że firmy wręcz muszą wykazać swoistą elastycznością i innowacyjnością, zwłaszcza w dobie pandemii koronawirusa.

Elastyczność oznacza dopasowanie – a to nic innego, jak różne wyzwania dla działów IT w dynamicznie zmieniającej się sytuacji rynkowej.

Szczególnie teraz.

Cyfryzacja w cieniu koronawirusa

Posted Posted in Ekoinnowacje, Ekorozwój, Innowacje, Przemysł, Przemysł 4.0

Polska jest najbardziej dynamiczną gospodarką Unii Europejskiej, ale wciąż znajdującą się pod względem technologicznym o krok za Czechami i dwa kroki za Niemcami.

Nie wynika to bynajmniej z braku zrozumienia roli technologii, ale ze struktury gospodarki i miejsca polskich firm w łańcuchach wartości dodanej.

Jesteśmy krajem zdominowanym przez firmy bardzo małe, działające często na lokalnych rynkach, dla których inwestycje w technologie to często zbyt duże wyzwanie.

Ponadto jesteśmy krajem opierającym przewagę konkurencyjną na niskich jednostkowych kosztach pracy (czyli dobrej relacji wydajności do płac), anie na walce na tzw. froncie technologicznym.

Dlatego zastosowanie technologii cyfrowych w polskich firmach wciąż jest umiarkowanie niskie – na przykład tylko co czwarta firma posiada system zarządzania zasobami wewnętrznymi (ERP), podczas gdy w Niemczech taki system posiada niemal 40 proc. firm.

Polski krajobraz cyfryzacji

Wrześniowe badanie Krajowego Rejestru Długów „Jak pandemia wpłynęła na biznes” pokazuje, że dla 21 proc. firm z sektora MŚP oznaczała ona przyspieszenie cyfryzacji.

Zatem dla co piątego przedsiębiorstwa strategią na adaptację w nowej rzeczywistości stał się rozwój cyfrowych narzędzi i kanałów, np. obsługi przez internet.

Potwierdza to również raport Banku Światowego i PARP pt. „COVID-19 Business Pulse Survey – Polska”.

W odpowiedzi na wybuch pandemii koronawirusa 32 proc. firm zaczęło używać bądź zwiększyło użycie internetu, mediów społecznościowych, wyspecjalizowanych aplikacji czy platform cyfrowych w celach biznesowych.

Przedsiębiorstwa poprawiły w ten sposób głównie sprzedaż (45 proc.), marketing (38 proc.) i zarządzanie (24 proc.).

W tegorocznym indeksie gospodarki cyfrowej i społeczeństwa cyfrowego (DESI) na 2020 rok Polska skoczyła do góry o dwa oczka, choć i tak uplasowała się na 23. pozycji na 28 państw członkowskich UE.

Natomiast z raportu Komisji Europejskiej wynika, że nadal dużo do nadrobienia pozostało m.in. w obszarze cyfrowych kompetencji społeczeństwa i stopniu ucyfrowienia przedsiębiorstw.

Technologie jutra

Inwestycje w technologie i cyfryzacja procesów mogą być sposobem na wyprzedzenie konkurencji i realizację ponadprzeciętnych wzrostów.

Firmy, które jako pierwsze dostrzegają potrzebę zwiększenia efektywności szybciej adresują potrzeby klientów i zdobywają przewagę.

Z uwagi na stopniowe wysycenie możliwości wzrostu organicznego na wielu rynkach, cyfryzacja stała się jednym z głównych elementów budowania wartości przez PE.

Światowa gospodarka jest na rozdrożach i w wielu jej aspektach przyszłość jest owiana niepewnością.

Ale jeden trend jest pewny, trwały i zdecydowanie nabierający znaczenia – transformacja cyfrowa, czyli dynamicznie rosnące wykorzystanie danych i oprogramowania w procesach produkcji, dystrybucji i sprzedaży.

Czy Polska stoi innowacyjnością?

Posted Posted in Ekorozwój, Innowacje, Przemysł 4.0

W europejskim rankingu innowacyjności Polska wyprzedziła zaledwie trzy kraje.

Nasz sektor małych i średnich przedsiębiorstw jest najbardziej zacofany w UE, a systemy innowacji krajów nordyckich są ponad dwa razy bardziej wydajne niż nadwiślański.

Według wolnorynkowej opowieści o kapitalizmie rozwój zawdzięczamy pojedynczym innowatorom, którzy dzięki talentowi i pracy wymyślali przełomowe wynalazki w umownym garażu.

Następnie komercjalizowali swoje dzieła, dzięki czemu stopniowo upowszechniały się one wśród konsumentów – najpierw tych najbogatszych, a kiedy ich cena spadała, mogli sobie na nie pozwolić także przeciętni obywatele.

Wystarczy więc nie przeszkadzać owym genialnym wynalazcom, a zasypią nas przełomowymi rozwiązaniami, które wciąż na nowo zmieniać będą nasze życie nie do poznania.

W rzeczywistości jednak sprawy mają się zupełnie inaczej. Innowacyjność gospodarki to efekt działania mnóstwa czynników oraz współpracy wielu osób.

Nawet największy geniusz nie stworzy i nie wdroży dziś niczego wybitnego, jeśli otoczenie nie będzie mu na różne sposoby sprzyjać.

Jeśli nie znajdzie wykształconych współpracowników, nie zdobędzie środków finansowych na działalność czy nie będzie dysponował odpowiednią infrastrukturą, która umożliwi mu prowadzenie badań i eksperymentów. Inaczej mówiąc, innowacyjność to efekt pracy grupowej.

A na poziomie kraju – wypadkowa całego systemu ekonomiczno-społecznego.

Tak też rozumiana jest innowacyjność np. w unijnym indeksie „European Innovation Scoreboard 2020”.

Państwa członkowskie zestawione są w nim na podstawie 27 wskaźników, które tworzą 10 większych kategorii.

Wśród wskaźników nie znajdziemy „liczby geniuszy na 100 tysięcy mieszkańców”.

Są za to na przykład publiczne oraz prywatne nakłady na badania i rozwój czy dostępność internetu szerokopasmowego.

Analiza rankingu EIS 2020 pokazuje, że innowacyjność to tworzony przez lata system, którego budowa najlepiej wychodzi krajom stawiającym na pierwszym miejscu współpracę, a nie rywalizację.

Nie najlepiej to świadczy o Polsce, która od lat występuje w nim na szarym końcu, choć słowo „innowacje” odmieniano u nas w mijającej dekadzie przez wszystkie przypadki.

W najnowszej edycji znów wypadliśmy bardzo słabo, wyprzedzając zaledwie trzy kraje.

Pełzająca poprawa

W EIS kraje członkowskie zestawione są pod względem „wydajności systemu innowacji” w odniesieniu do rankingu z 2012 roku.

Polski system innowacji został oceniony na 64 procent średniej UE z roku 2012, co dało nam czwarte miejsce od końca.

Za nami są tylko Chorwacja, Bułgaria oraz Rumunia.

Co ciekawe, choć ten ostatni kraj bywa w ostatnim czasie pokazywany jako wzór wolnorynkowych przemian, to jako jeden z dwóch zaledwie członków UE pogorszył swój wynik w ciągu dekady (drugim jest Słowenia).

W roku 2012 rumuński system innowacji był oceniony na 40 procent średniej UE, a w 2020 roku już tylko na 34 procent, co dało mu ostatnie miejsce.

Na pierwszych trzech znalazły się kraje nordyckie – Szwecja, Finlandia i Dania – których systemy innowacji zostały ocenione na ponad 140 procent średniej UE z roku 2012.

To ponad dwukrotnie lepiej niż system w Polsce.

Wysokie podatki, w Danii wręcz bardzo wysokie, oraz niskie nierówności społeczne (a w Finlandii niezwykle niskie) najwyraźniej nie przeszkodziły im w stworzeniu otoczenia wspierającego innowacyjność.

A można wręcz postawić tezę, że im w tym pomogły.

Gospodarki krajów członkowskich zostały podzielone na cztery grupy – skromni innowatorzy, umiarkowani innowatorzy, silni innowatorzy oraz liderzy innowacji.

Do pierwszej grupy trafiły tylko Bułgaria i Rumunia.

Liderami innowacji, poza trzema państwami nordyckimi, zostały także Holandia i Luksemburg.

Polska trafiła do grupy umiarkowanych innowatorów, która zawiera państwa w przedziale 50–95 procent średniej UE, ergo zostaliśmy nimi ledwo, ledwo.

Co gorsza, tempo poprawy zachodzące nad Wisłą jest dalekie od najlepszych.

Pięć państw poprawiło swój wynik w stosunku do 2012 roku o ponad 20 punktów procentowych – Litwa (o 28 punktów), Malta, Łotwa, Portugalia i Grecja (!).

Te pięć krajów najszybciej poprawiało swoje systemy innowacyjności w mijającej dekadzie.

Polski system innowacji został oceniony o 13 punktów wyżej niż w roku 2012, co dało nam dziewiąte miejsce w UE pod względem tempa poprawy.

To znaczy, że nasza innowacyjność poprawia się w tempie dwukrotnie niższym niż Litwy czy Łotwy.

Małych innowatorów brak

Polski system innowacji jest słaby z powodu kilku elementów, które szczególnie mu ciążą.

Bardzo słabo wypadamy pod względem „atrakcyjności systemu badawczego”, głównie z powodu bardzo niskiej liczby doktorantów na uczelniach zagranicznych, ale także niskiej liczby cytowanych publikacji.

Od 2012 roku w tym obszarze zaszła jednak dwukrotna poprawa.

Tradycyjnie leży u nas „wsparcie finansowe” dla innowacji.

Wydatki sektora publicznego na badania i rozwój w stosunku do roku 2012 zostały ocenione prawie dwukrotnie gorzej.

Bardzo źle wygląda także nadwiślański poziom współpracy, określony w EIS jako „sieciowanie”.

Współpraca małych i średnich przedsiębiorstw w zakresie innowacji jest obecnie nawet gorsza niż w roku 2012.

Nad Wisłą mało jest także publiczno-prywatnych projektów badawczych.

Zupełnie katastrofalnie wypadamy jednak w kategorii „innowatorzy”, na którą składają się wskaźniki dotyczące innowacyjności sektora małych i średnich przedsiębiorstw (MSP).

Z powodu bardzo niskiego poziomu innowacji produktowych wdrażanych przez MSP, a także zerowych innowacji organizacyjnych, Polska uzyskała w tym obszarze wynik 14 procent średniej UE z 2012 roku.

To spadek o 7 punktów w ciągu niecałej dekady.

Dziwi to tym bardziej, że małych i średnich przedsiębiorstw ci u nas dostatek, a formalne wskaźniki przedsiębiorczości (liczba przedsiębiorstw, odsetek samozatrudnionych itd.) należą w Polsce do najwyższych w UE.

Jak jednak widać, polskie MSP, które według wolnorynkowych komentatorów spod znaku Adama Smitha są solą tej ziemi i lokomotywą gospodarczego rozwoju, w rzeczywistości są zacofane i niechętne do wdrażania nowatorskich rozwiązań.

Tylko rumuńskie małe i średnie przedsiębiorstwa wypadają pod tym względem gorzej od polskich.

Jest też jednak kilka obszarów, których Polska nie musi się wstydzić.

Polskie „środowisko przyjazne innowacjom” jest ponad dwukrotnie lepsze niż przeciętna UE z 2012 roku, głównie dzięki rozpowszechnieniu internetu szerokopasmowego.

W tym obszarze jednak wszystkie kraje zanotowały ogromny postęp, więc w sumie otoczenie proinnowacyjne w Polsce jest ósme we Wspólnocie.

Lepiej niż średnia UE z roku 2012 wypadamy także pod względem zatrudnienia – mowa szczególnie o zatrudnieniu w „szybko rosnących przedsiębiorstwach”.

Jako całość nieźle wypadły także inwestycje przedsiębiorstw, jednak ten obszar ciągnęły przede wszystkim innowacje niezwiązane z prowadzeniem badań.

Tradycyjnie w miarę nieźle wygląda również polski „kapitał społeczny”, a w szczególności odsetek osób z wyższym wykształceniem.

Gdyby nie katastrofalnie niska liczba nowych doktorów, zostałby on oceniony znacznie wyżej – a tak jest szósty od końca.

Współpraca ponad wszystko

Czego właściwie uczy nas najnowsza edycja „European Innovation Scoreboard”?

Oczywiście poza tym, że wysokie podatki oraz niskie nierówności nie stoją bynajmniej w sprzeczności z innowacyjnością, a wręcz przeciwnie, mogą iść z nią w parze?

Analizując wyniki najlepszych innowatorów, widzimy, że kluczowe są obszary związane ze współpracą oraz usługami publicznymi.

Mowa o „kapitale społecznym” i „atrakcyjności systemu badawczego”, które są związane głównie z edukacją publiczną i szkolnictwem wyższym.

A także o „sieciowaniu” i „środowisku przyjaznym innowacjom”, na które składają się wskaźniki dotyczące współpracy sektora prywatnego z publicznym oraz infrastruktury (internet szerokopasmowy).

Wszystkie kraje nordyckie, zajmujące trzy pierwsze miejsca w europejskim rankingu innowacyjności, mają bardzo wysokie wskaźniki właśnie w tych czterech obszarach, zaś w pozostałych mają różne – czasem wysokie, czasem niskie.

Polska naprawdę dobrze wypada tylko w jednym z nich – czyli w „środowisku przyjaznym innowacjom”. Poziom współpracy („sieciowanie”) wygląda nad Wisłą katastrofalnie, podobnie jak „system badawczy”.

Kraje nordyckie nie stały się więc liderami innowacji, wierząc w zbawczą rolę indywidualnej przedsiębiorczości, tylko inwestując w sektor publiczny i tworząc konsensualny model ekonomiczno-społeczny, który skłania do współpracy.

Indywidualna przedsiębiorczość, której jest pod dostatkiem chociażby w biednych krajach afrykańskich, nie jest w stanie zrobić czegoś z niczego.

Innowacyjność nie jest też wypadkową liczby geniuszy składających roboty w garażach, tylko otoczenia instytucjonalno-społecznego, które zapewnia bezpieczeństwo, publiczną infrastrukturę, a także edukacyjne i finansowe możliwości wszystkim obywatelom do rozwijania swoich talentów w wybranych branżach.

System ekonomiczno-społeczny oparty na indywidualnej zaradności, w którym główną ideą jest rywalizacja, a nie współpraca, może zostać co najwyżej „umiarkowanym innowatorem”, takim jak Polska.

Źródło: krytyka polityczna

Targi WARSAW INDUSTRY WEEK przeniesione na rok 2021

Posted Posted in Ekoinnowacje, Ekorozwój, Innowacje, Przemysł, Przemysł 4.0

Ze względu na zagrożenie rozprzestrzeniającego się koronawirusa Ptak Warsaw Expo podjął decyzję o przeniesieniu Targów WARSAW INDUSTRY WEEK na rok 2021.

Nowy termin, to 3-5 listopada 2021.

Poniżej oficjalny komunikat w tej sprawie:

Z uwagi na znaczny wzrost zachorowań na koronawirusa obowiązują nowe obostrzenia nie tylko dla mieszkańców żółtych i czerwonych stref, ale również dla wielu branż prowadzących swoją działalność w oznaczonych powiatach i miastach.

Dla Ptak Warsaw Expo oznacza to ponowny lockdown odnoszący się do wydarzeń targowych organizowanych tradycyjnie w stacjonarnej formule.

W związku z powyższym pomimo trwających przygotowań do zaplanowanych na ten rok imprez oraz ogromnych nakładów finansowych zarówno po stronie PWE, jak również wystawców, zostaliśmy zmuszeni do zmiany terminu Warsaw Industry Week zaplanowanego pierwotnie na listopad 2020

Z dużym żalem musieliśmy podjąć taką decyzję, wiedząc, że rozczarujemy wielu odwiedzających, jak i wystawców, którzy niecierpliwie czekali na możliwość przybycia na targi.

Przede wszystkim jednak chcemy wrócić 3-5 listopada 2021 – z rozmachem i z nowymi pomysłami.

Zapewniamy, że w przyszłym roku obecne rejestracje oczywiście pozostają ważne.

Do zobaczenia w nowym terminie!

Targi ITM Industry Europe, Modernlog, 3D Solutions oraz Subcontracting przeniesione na rok 2021

Posted Posted in Ekoinnowacje, Innowacje, Przemysł, Przemysł 4.0

Ze względu na zagrożenie rozprzestrzeniającego się koronawirusa Zarząd Grupy MTP podjął decyzję o przeniesieniu Targów ITM Industry Europe, Modernlog, 3D Solutions oraz Subcontracting na rok 2021.

Poniżej oficjalny komunikat w tej sprawie:

Szanowni Państwo,

w związku z aktualną sytuacją epidemiologiczną w naszym regionie i obostrzeniami, które weszły w życie 17 października, na terenie powiatu poznańskiego oraz miasta Poznania zaczął obowiązywać całkowity zakaz działalności związanej z organizacją, promocją lub zarządzaniem imprezami, takimi jak targi, wystawy, konferencje i eventy. Wprowadzenie tzw. czerwonej strefy w regionie ma na celu ochronę przed dalszym rozprzestrzenianiem się wirusa COVID-19.

Niestety uniemożliwia równocześnie organizację targów, w tym także zaplanowanego w terminie 3-6 listopada 2020 roku bloku targów ITM Industry Europe, Modernlog, 3D Solutions oraz Subcontracting.

W następstwie decyzji władz centralnych, zarząd Grupy MTP zadecydował o przeniesieniu bloku targów na termin 8-11 czerwca 2021 roku.

Pragniemy Państwa równocześnie zapewnić, że czas dzielący nas od kolejnej edycji wydarzenia wykorzystamy do stworzenia jeszcze wartościowszej i atrakcyjnej imprezy.

Zależy nam bowiem, by kolejna edycja targów, które od lat kreują światowe trendy w przemyśle, była pod każdym względem wyjątkowa i komfortowa zarówno dla uczestników, wystawców, organizatorów jak i każdego, kto związany jest z tworzeniem tak unikatowego wydarzenia.

Nie rezygnujemy jednak z organizacji towarzyszących targom wydarzeń, które odbywać się będą w wersji on-line i do udziału w których serdecznie zapraszamy:

A już teraz serdecznie zapraszamy do uczestnictwa w targach, które odbędą się w 2021 roku na Międzynarodowych Targach Poznańskich.

Głęboko wierzymy, że przerwa w organizacji targów sprawi, że w przyszłym roku spotkamy się w jeszcze większym gronie, z jeszcze ciekawszą ekspozycją i wyjątkową atmosferą, która od lat przyciąga do Poznania profesjonalistów z całego świata.

Posiadane przez Państwa bilety można wymienić na voucher do wykorzystania na dowolne wydarzenie sprzedawane poprzez stronę www.tobilet.pl.

Jeśli zdecydujecie się Państwo na wymianę biletu, prosimy o kontakt zwrotny na adres e-mail: info@tobilet.pl w terminie do 30 listopada 2020 r.

Jeśli jednak zdecydujecie się Państwo zwrócić bilet, prosimy o kontakt z oficjalną platformą sprzedaży biletów ToBilet.pl na adres e-mail: info@tobilet.pl w terminie do 31 października 2020 r.

Jednocześnie pragniemy poinformować, że w związku z wejściem w życie nowych przepisów ustawy z dnia 2 marca 2020 r. (Dz. U. z 2020 r. poz. 374 z późn. zm.) zwanej „tarczą antykryzysową” termin do zwrotu wpłaconych przez Państwa środków został wydłużony do 180 dni.

Zgodnie z art. 15zp ust. 1 przytoczonej ustawy: „Przedsiębiorca prowadzący działalność związaną z organizacją wystaw i kongresów lub działalnością kulturalną, rozrywkową, rekreacyjną i sportową lub organizujący wystawy tematyczne lub imprezy plenerowe w przypadku rozwiązania umowy z klientem, które to rozwiązanie umowy pozostaje w bezpośrednim związku z wybuchem epidemii wirusa SARS-CoV-2, jest zobowiązany zwrócić wpłacone mu przez klienta środki w terminie 180 dni od dnia skutecznego rozwiązania umowy.” Za wszelkie niedogodności przepraszamy.

Do zobaczenia w 2021 roku!

Zespół ITM Industry Europe / Modernlog / Subcontracting

Umiejętności miękkie ważnym elementem innowacyjności

Posted Posted in Innowacje, Przemysł

Gdy zastanawiamy się nad przekwalifikowaniem pracowników w kontekście przyszłości pracy, w pierwszej kolejności przychodzi nam na myśl nauka kodowania, analiza danych lub inne technologie operacyjne.

I choć te kompetencje są z pewnością bardzo pożądane na rynku pracy, to pomijamy jeden ważny aspekt – umiejętności miękkie, takie jak przywództwo, komunikacja i kreatywność.

Nie ma znaczenia, jak bardzo zautomatyzowany jest Twój biznes, te umiejętności zawsze będą kluczowe.

W rzeczywistości umiejętności miękkie mają coraz większe znaczenie.

Zgodnie z wynikami badania LinkedIn przeprowadzonego na początku roku, najważniejsze umiejętności pracowników obejmują przywództwo i zarządzanie, kreatywne rozwiązywanie problemów, myślenie projektowe oraz zdolności komunikacyjne.

Dlaczego to właśnie te umiejętności zyskują na znaczeniu? Jaki wpływ będzie miał COVID-19 na pracowników w przyszłości? Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Historia automatyzacji

Żeby zrozumieć z czego wynika gwałtowny zwrot ku umiejętnościom miękkim, musimy spojrzeć wstecz i zrozumieć, jaki wpływ automatyzacja wywarła na pracowników na przestrzeni lat.

Jak możemy zauważyć istnieje i zawsze istniał pewien strach przed powierzeniem pracy maszynom. Wynika to przede wszystkim z obawy o utrzymanie miejsc pracy.

Taką sytuację obserwujemy już od lat dwudziestych XX wieku, kiedy to wprowadzono zaawansowane maszyny i technologie, które miały przyspieszyć wiele procesów. Historia pokazuje jednak, że niepokój był nieuzasadniony – miejsc pracy nie ubyło, jedynie zmieniły one swój kształt.

Traktory nie zastąpiły rąk rolników, bankomaty nie spowodowały masowych zwolnień bankowców, a arkusze kalkulacyjne z pewnością nie byłyby na tyle wydajne gdyby nie praca księgowych.

Pojawienie się tych narzędzi spowodowało, że personel zamiast wykonywać mozolne i rutynowe zadania może skoncentrować się na wyzwaniach o wiele bardziej aktywizujących.

Dziś mamy do czynienia z tym samym – tylko na znacznie większą skalę. Automatyzacja staje się coraz bardziej powszechna na całym świecie i „uwalnia” pracowników od żmudnych, rutynowych zajęć na rzecz tych wymagających ludzkiej inteligencji. Bez wątpienia „człowiek” jest tu nadal kluczowy.

Dlaczego?

Ludzki pierwiastek jest wręcz synonimem miękkich umiejętności, których nie można zastąpić nawet przez najbardziej zaawansowane technologie.

To właśnie kreatywność, wnikliwość, przywództwo i inteligencja emocjonalna będą stanowiły kluczowy aspekt przewagi konkurencyjnej w zautomatyzowanej przyszłości.

Mówiąc o umiejętnościach miękkich, nie możemy zapomnieć o innej kompetencji, która z dnia na dzień nabiera większego znaczenia – jest nią adaptacyjność.

W dynamicznym środowisku, firmy które chcą coś znaczyć na rynku muszą szybko dostosowywać się do zmiennych warunków, wdrażając nowe systemy i wprowadzając nowe technologie.

Cecha adaptacyjności, zarówno w kontekście umiejętności pracowników jak i narzędzi firmy musi być zawsze wysoko rozwinięta, aby móc łatwo i szybko przystosowywać się do otaczającego środowiska.

Ta straszna pandemia

Innym czynnikiem, który wpłynął na środowisko pracy na całym świecie jest pandemia Covid-19.

Elastyczność w miejscu pracy już od pewnego czasu była bardzo istotna w biznesie, jednak to pandemia znacznie zwiększyła nacisk na nią.

Wiele firm z dnia na dzień musiało przejść na tryb pracy zdalnej, a nie wszystkie były na to przygotowane.

Choć w najbliższym czasie biura na nowo będą się otwierać, to nie ulega wątpliwości, że praca zdalna będzie stanowić podstawę kultury biurowej w przyszłości.

Dla pracowników oznacza to nowe wyzwanie: nie tylko muszą doskonalić swoje umiejętności miękkie, ale także muszą to robić zdalnie.

W konsekwencji pracy z domu bądź z każdego innego miejsca na świecie, rozproszone zespoły muszą znaleźć sposób jak komunikować się pomimo tych trudności.

Barier do pokonania jest wiele, a wraz z wyzwaniami pojawiają się nowe pytania: Jak menedżerowie mogą zdalnie pielęgnować talenty? W jaki sposób można odtworzyć kreatywność i spontaniczność zespołu poprzez rozmowę online? W jaki sposób firmy mogą utrzymać motywację, entuzjazm i zaangażowanie pracowników w rozwój organizacji, gdy wielu z nich pracuje w domu?

Wreszcie, wracając do zdolności adaptacyjnych – jak przedsiębiorstwa mogą przekwalifikować, przeorganizować i przekształcić personel pracujący w ramach hybrydowego środowiska?

COVID-19 wpłynął na już i tak szybko zmieniający się krajobraz biznesu, wprowadzając go na wyższy poziom.

Pomimo tego, że menedżerowie w większości skupieni są na uelastycznieniu kultury organizacyjnej, w taki sposób aby jak najlepiej dostosować ją do pracy zdalnej, to jednak umiejętności miękkie nadal pozostają na celowniku przedsiębiorców.

Dziś transformacja to nie tylko kwestia technologii – to także ludzie.

Bez wątpienia największy sukces odniosą te firmy, które oprócz technologii zainwestują także w swojego pracownika.

Przyszłość pracy oznacza rozwój zarówno umiejętności miękkich, jak i twardych

Do czasu pojawienia się pandemii wiele uwagi poświęcano temu, w jaki sposób wzrost sztucznej inteligencji i automatyzacji zwiększył potrzebę rozwoju umiejętności miękkich.

W obliczu pandemii i wynikającej z niej pracy zdalnej, patrzymy na to z innej perspektywy – podobnie jak przyszłość pracy zależy od stopnia wykorzystania sztucznej inteligencji jako wsparcia dla pracy personelu, tak samo przywództwo i kultura, wydajność i konkurencyjność organizacji zależą od rozwijania umiejętności miękkich.

Według opublikowanej z początkiem roku LinkedIn Learning Survey – do najbardziej istotnych umiejętności, których pracownicy muszą się nauczyć w 2020 r. należą: przywództwo i zarządzanie, kreatywne rozwiązywanie problemów, myślenie projektowe, komunikacja.

Kiedy mówimy o przyszłości pracy, ona dzieje się na naszych oczach.

Rynek stale się rozwija, generując nowe wymagania.

Każda firma potrzebuje pracowników, którzy poza posiadaniem odpowiednich twardych umiejętności potrafią zakwestionować status quo i myśleć nieszablonowo, w sposób jaki technologia nie jest w stanie.

Bez inwestowania w umiejętności miękkie firmy mogą zatrzymać swój rozwój.

Umiejętności miękkie uzupełniają wykorzystanie technologii w pracy

Połączenie wykorzystania sztucznej inteligencji i wysoko rozwiniętych umiejętności miękkich, stanowi o zwiększeniu produktywności personelu.

Przykłady umiejętności miękkich, które uzupełniają pracę z wykorzystaniem technologii:

Kreatywne rozwiązywanie problemów i myślenie projektowe – Nowe technologie, takie jak sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe automatyzują wiele zadań administracyjnych, pozostawiając pracownikom możliwość wykorzystania kreatywnego myślenia do realizacji celów firmy.

Z tego powodu kreatywność jest ważną umiejętnością dla organizacji, które chcą rozwijać się w przyszłości.

Zdolności adaptacyjne/i umiejętność ciągłego uczenia się – Technologie rewolucjonizują biznes w szybkim tempie, więc posiadanie zdolnych do adaptacji pracowników jest konieczne.

Potrzebne są zespoły, które potrafią się dostosować i rozwijać wraz z szybko zmieniającym się środowiskiem biznesowym.

Wykorzystanie umiejętności miękkich jest istotne w hybrydowym środowisku pracy

Podczas pandemii nauczyliśmy się jak wykonywać codzienne, zawodowe obowiązki zdalnie.

Co za tym idzie pozyskaliśmy umiejętności dzięki którym w przyszłości będziemy mogli stworzyć hybrydowe środowisko pracy – łączące pracowników z biura oraz zdalnych.

Przykłady umiejętności miękkich, które pomagają firmom i pracownikom w efektywnej pracy i kierowaniu zespołami zdalnie: przywództwo i zarządzanie, Inteligencja emocjonalna, współpraca, perswazja.

Transformacja cyfrowa polega na tworzeniu bardziej złożonych i globalnych projektów, co sprawia, że współpraca staje się niezbędnym narzędziem sukcesu.

Pracownicy muszą być w stanie pracować w środowisku pracy zespołowej, zarówno w biurze jak i ze zdalnymi członkami zespołu.

Posiadanie świetnego produktu lub świetnego pomysłu to jedynie początek. Na dalszym etapie jest pozyskanie klientów, którzy zechcą go kupić.

Perswazja to cenne narzędzie sprzedaży, dzięki któremu nasze produkty stają się interesujące z pozycji konsumenta.

Praca i sposób, w jaki się zmienia przyszłość pracy, umiejętności i kultura

Przyszłość pracy wymaga od nas stałego dokształcania się i poszerzania naszych umiejętności interpersonalnych, niezależnie od miejsca w którym pracujemy.

W momencie cyfrowej transformacji, charakter pracy zmienia się szybciej niż kiedykolwiek.

Musimy być przygotowani na to, że z biegiem czasu wymagania i umiejętności techniczne będą się zmieniać.

Jednak poszerzając nasze kompetencje, nie możemy zapomnieć o konieczności rozwijania naszych umiejętności miękkich.

Jednym słowem – jako firmy i pracownicy musimy być elastyczni.

Jest to ważne nie tylko ze względu na sposób w jaki pracujemy, ale także z punktu widzenia kultury organizacyjnej firmy.

Czy koronawirus przyspieszy trend innowacji?

Posted Posted in Edukacja, Ekoinnowacje, Ekorozwój, Innowacje, Przemysł

Wydaje się, że w dobie pandemii koronawirusa sprawy klimatu i środowiska zeszły na dalszy plan. Otóż nic bardziej mylnego. Eksperci wskazują, że pandemia koronawirusa ma pozytywny wpływ na stan środowiska. Zamykanie przedsiębiorstw, ograniczenia w transporcie czy spowolnienie aktywności gospodarczej już przyczyniły się do poprawy jakości powietrza, widocznej nawet na zdjęciach satelitarnych NASA – publikowanych w większości mediów na całym świecie. Wpływ pandemii koronawirusa na stan środowiska można zatem uznać za pozytywny.

Zmniejszenie aktywności gospodarczej, transportu lotniczego i samochodowego znacząco zmniejszyło presję działalności człowieka na środowisko przyrodnicze. Wszędzie tam, gdzie ogłoszono kwarantannę czy ograniczenia dla działalności ludzi, zmniejsza się wielkość emisji do środowiska, poprawia się stan jakości powietrza i wody. Jednak musimy mieć świadomość, że to jest wpływ krótkotrwały.

Sytuacja jest bezprecedensowa. Jakby zagrożeń dla świata było mało, może nas czekać jedna z najgorszych susz w historii Polski. Naukowcy ostrzegają, że może być to najgorsza susza od lat, a jej konsekwencje mogą okazać się równie dalekosiężne jak pandemii koronawirusa.

Zmiany klimatyczne i zagrożenia środowiskowe

Zmiany klimatyczne, zagrożenia środowiskowe, z jakimi mamy do czynienia w ostatnich latach, stwarzają potrzebę świadomego i racjonalnego przeciwdziałania tym procesom.

Znajduje to odzwierciedlenie w wielu działaniach podejmowanych przez przedsiębiorstwa, które zmierzają do zahamowania narastającej degradacji środowiska.

Działania te dotyczą nie tylko kreowania rozwiązań ekologicznych czy decyzji o charakterze organizacyjnym, ale przede wszystkim na stwarzaniu innowacyjnych rozwiązań technicznych i technologicznych oraz kształtowanie świadomości ekologicznej pracowników i otoczenia danego przedsiębiorstwa.

Edukacja, ekorozwój, świadomość ekologiczna przedsiębiorców

Wydaje się, że idea zrównoważonego rozwoju i zagadnienia związane z ochroną środowiska w coraz większym stopniu wpływają na podejmowanie działalności gospodarczej i jej dalsze funkcjonowanie.

Na przestrzeni ostatnich lat, zauważalny jest wzrost znaczenia problematyki ochrony środowiska i efektywnego wykorzystywania zasobów naturalnych przez podmioty gospodarcze, w szczególności przedsiębiorstwa meblarskie z sektora MSP.

Nie mniej jednak poziom świadomości ekologicznej rodzimych przedsiębiorstw jest stosunkowo niski. Przedsiębiorcy nie odczuwają nakazu ani konieczności do zdiagnozowania, jaki wpływ ma prowadzona przez nich działalność gospodarcza na środowisko naturalne. Niski poziom świadomości ekologicznej wynika przede wszystkim z niewystarczającej wiedzy na ten temat.

Wielu przedsiębiorcom wydaje się, że o stan środowiska powinno dbać państwo, że powinno przeznaczać na to znaczne kwoty, a branży po prostu te subwencje się należą. Tymczasem skuteczna ochrona środowiska naturalnego wymaga nie tylko wsparcia ze strony państwa, ale przede wszystkim indywidualnego zaangażowania każdego z nas, a przede wszystkim odpowiedniej wiedzy.

Dlatego przedsiębiorstwa realizując swoje strategie długoterminowe coraz częściej powinny brać pod uwagę nie tylko uwarunkowania ekonomiczne, ale czynniki środowiskowe. Wynika to z faktu zmniejszania się zasobów naturalnych i wzrastającego zanieczyszczenia środowiska na skutek prowadzenia przez nich działalności gospodarczej.

Ekoinnowacje czynnikiem zwiększającym konkurencyjność firm

Niewątpliwie znaczący wzrost zainteresowania ekoinnowacjami nastąpił w okresie ostatnich dziesięciu lat. Przyczyniło się to do zwiększenia konkurencyjności i pozycji wielu firm w globalnym rynku. Niestety nadal jest to tylko niewielki procent przedsiębiorstw rozwijających swoje biznesy w Polsce.

Na domiar złego, sytuacja na globalnym rynku związana z pandemią koronawirusa spowodowała spowolnienie, wręcz zahamowanie wielu inwestycji. Zyskało na tym środowisko, a jego znaczenie w odbudowie ekosystemów wzrosło.

Znaczenie aspektów ochrony środowiska będzie wzrastać, a spełnianie wymogów ochrony środowiska stanie się coraz bardziej kosztowne. Dlatego przedsiębiorstwa w przyjętych strategiach swojego działania, powinny uwzględniać problematykę środowiskową.

Wynika to z faktu, że utrzymanie się na konkurencyjnym rynku w dużej mierze zależeć będzie od wywiązywania się z obowiązków w zakresie ochrony środowiska, od podejmowanej przez przedsiębiorstwa działalności prośrodowiskowej m.in. poprzez zastosowanie nowych, ekoinnowacyjnych rozwiązań.

Konsument żąda, konsument wymaga

Bardzo istotny z punktu widzenia zachodzących w rynku zmian jest konsument. Konsument jest dziś bardziej świadom różnego rodzaju zagrożeń środowiskowych i bardziej wymagający, żąda produktów zorientowanych na ekologię.

Klient coraz częściej zastanawia się nad sposobem produkcji i pochodzeniem kupowanych przez siebie produktów. W ten sposób nadaje kierunek rozwojowi przedsiębiorstw, które chcąc zaspokoić rosnące oczekiwania klientów, muszą dostosować wewnętrzne metody zarządzania i produkcji.

Z całą pewnością, to klient ma bezpośredni wpływ na wzrost świadomości ekologicznej przedsiębiorców i kształtuje model produktu na miarę swoich oczekiwań. Przekłada się to również na stosowanie materiałów ekologicznych i przyjaznych dla środowiska i człowieka technologii w produkcji.

Trendy prośrodowiskowe

W dobie znacznego zanieczyszczenia środowiska coraz bardziej zauważalny jest wzrost zapotrzebowania na technologie przyjazne środowisku czy produkty ekologiczne. Stosowanie odpowiednich technologii produkcji, które spełniają określone normy techniczne i ekologiczne wpływa na ich jakość oraz poszukiwanie przez przedsiębiorstwa nowych, innowacyjnych rozwiązań, co w dłuższej perspektywie przyczynić się może do wzrostu ich konkurencyjności.

Wielu przedsiębiorców stosuje zabiegi marketingowe, kreując pośród opinii publicznej wizerunek firmy proekologicznej. I dobrze, bowiem proekologiczny wizerunek ma też coraz większe znaczenie w postrzeganiu marki. Firmy mają dziś coraz większą świadomość, że biznes deklarujący przejście na gospodarowanie w modelu ekorozwoju jest lepiej oceniany przez rynek i może liczyć na wyższe zyski. Tylko, co z tego wynika?

Większość przedsiębiorców uważa, że żyje ekologicznie. Rozumieją, że ich codzienne działania mają realny wpływ na środowisko, jednak działania te w tym zakresie sprowadzają się do tych najbardziej podstawowych, przede wszystkim o podłożu ekonomicznym.

Tymczasem poszerzenie wiedzy z zakresu ochrony środowiska, zrozumienie nieoczywistych zależności pomiędzy wyborami inwestycyjnymi i ich znaczeniem dla środowiska oraz wprowadzanie w życie odpowiednich nawyków, to kluczowe wyzwania, z jakimi muszą zmierzyć się dziś przedsiębiorcy.

Świadomość ekologiczna

W warunkach gospodarki rynkowej oraz realizacji założeń zrównoważonego rozwoju coraz większego znaczenia dla wzrostu konkurencyjności przedsiębiorstw nabiera świadomość ekologiczna, której kształtowanie uzależnione jest od poziomu wiedzy ekologicznej przedsiębiorców.

Problemy ekologiczne stanowią istotne zagadnienie odnoszące się do jakości życia człowieka i jego egzystencji. Zwiększanie środków finansowych na ochronę środowiska jest tak samo istotne, jak kształtowanie świadomości ekologicznej i edukację, która może pozwolić na stworzenie poczucia ładu i bezpieczeństwa w przyszłości oraz spójnego działania podmiotów gospodarczych w ramach idei zrównoważonego rozwoju.

Wzrost podejmowanych inicjatyw środowiskowych w rozwoju przedsiębiorstw powoduje, że coraz częściej uwzględniają one aspekty ekologiczne jako czynnika wpływającego na realizację bardziej przyjaznego postrzegania na rynku a nie rzeczywistych potrzeb środowiskowych.

Rola MŚP w oddziaływaniu na środowisko

Małe i średnie przedsiębiorstwa wywierają istotny wpływ na stan środowiska naturalnego. Dlatego powinny kierować się dążeniem do jego zachowania i poprawy, co wpływać będzie na dobrobyt społeczny, który osiągnąć można tylko przez zrównoważony rozwój.

Przedsiębiorstwa, które nastawione są tylko na wypracowanie zysku i zaspokajanie potrzeb społeczeństwa poprzez masową produkcję, jeżeli chcą pozostać konkurencyjnymi muszą racjonalnie wykorzystywać zasoby oraz uświadamiać społeczeństwu, jak ważne jest prośrodowiskowe podejście.

Bloomberg nie pozostawia złudzeń. Polska spada w rankingu innowacyjności

Posted Posted in Edukacja, Ekoinnowacje, Ekorozwój, Innowacje, Przemysł, Przemysł 4.0

Indeks innowacyjności Polski w ostatnich latach zaliczył spadek. Wyprzedzili nas w rankingu m.in. Czesi i Słoweńcy. Produktywność, poziom inwestycji w badania i rozwój czy liczba patentów to elementy, w których odstajemy od czołowych gospodarek.

Jedną z osi gospodarczej części kampanii prezydenckiej są inwestycje. Obóz opozycyjny zarzuca rządowi i prezydentowi to, że żadne z zapowiadanych wielkich inwestycji nie zostały zrealizowane. Druga strona tłumaczy to potrzebą czasu i wylicza, że w trakcie jest np. budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego czy Przekop Mierzei Wiślanej.

Niezależnie od tego jak oceniamy szybkość i rodzaj inwestycji, twarde dane pokazują, że pod względem innowacyjności (inwestycji np. w nowe technologie) ostatnie ponad 4 lata zmarnowaliśmy. Wyliczany przez Bloomberga indeks innowacyjności Polski od roku 2015 stracił na wartości. To oznacza, że cofnęliśmy się pod tym względem w rozwoju.

Indeks obecnie jest na poziomie niecałych 70 pkt., a jeszcze w 2015 roku sięgał 73,7 pkt. W nieco ponad 4 lata zanotował spadek o 5% wynika z danych uzyskanych dzięki Bloomberg Finance Lab w Akademii Leona Koźmińskiego. W tym samym czasie do przodu wyskoczyła np. Szwajcaria, Holandia czy Chiny. Zyskały np. Litwa i Węgry.

Tylko w ubiegłym roku spadliśmy w rankingu Bloomberga o trzy pozycje i w tej chwili jesteśmy na 25 miejscu. Tym samym wyprzedziła nas Islandia, Czechy oraz Słowenia, której udało się awansować m.in. naszym kosztem aż o dziesięć oczek (z 31. na 21. miejsce).

Z jednej strony można narzekać, że przed nami jest wiele krajów teoretycznie zbliżonych rozwojem, ale też wyprzedzamy ciągle np. Rosję, Węgry, a także Hiszpanię.

Pozycja Polski w rankingu Bloomberga 2020

W tegorocznym rankingu agencji Bloomberg najbardziej innowacyjnych gospodarek świata sklasyfikowanych zostało 60 krajów. Na podium kolejno znalazły się: Niemcy, Korea Południowa i Singapur.

Polska w tegorocznej edycji zajęła 25 lokatę tuż przed Czechami i Islandią. W ubiegłym roku znaleźliśmy się na 22 miejscu. A więc zaliczyliśmy spadek o 3 miejsca.

Skąd takie a nie inne wartości indeksu innowacyjności? Otóż Bloomberg bierze pod uwagę w wyliczeniach siedem wskaźników, określających m.in. wydatki na badania i rozwój, liczbę rejestrowanych patentów, zdolności produkcyjne i koncentrację spółek zaawansowanych technologicznie. Na ich podstawie powstaje zbiorcza ocena.

Pozycję Polski w rankingu Bloomberga można różnie oceniać. Nasza ocena spadła, a pewnie nasz potencjał jest większy od wielu krajów regionu. A jednocześnie 22 pozycja na świecie wydaje się być mimo wszystko całkiem niezła.

Tak jak w przypadku każdego rankingu, trzeba zwrócić uwagę na zmienne składające się na wysoką lub niską pozycję – podkreśla dr Szymon Wierciński, ekspert w dziedzinie strategii cyfrowej innowacji z Akademii Leona Koźmińskiego (ALK).

Ekspert zauważa, że dwa kraje, które są w czołówce zestawienia, całkowicie różnią się pod względem swojej innowacyjności. Korea Południowa konsekwentnie realizuje własną strategię polegającą na rozwoju gałęzi przemysłów związanych z high-tech, zaś niemiecka gospodarka bazuje dalej na mieszance biznesów budowanych od dziesięcioleci, w których inwestuje ogromne środki w badania i rozwój.

Bolączki polskiej innowacyjności

Zmienne, takie jak produktywność, poziom inwestycji w badania i rozwój, liczba patentów i naukowców zajmujących się badaniami, to są elementy, w których Polska odstaje od czołowych gospodarek świata – ocenia Wierciński.

Jeśli zdefiniujemy innowację jako pomysł lub patent, który następnie jest komercjalizowany i przynosi korzyści ekonomiczne w postaci zwiększonych przychodów lub obniżonych kosztów, to sytuacja w Polsce nie wygląda bardzo korzystnie.

Nawiązuje przy tym choćby do małego udziału rodzimych firm technologicznych i start-upów w globalnym rynku funduszy finansujących innowacyjne rozwiązania. Zaznacza, że mamy jaskółki w postaci firm, którym udało się wyjść poza granice Polski, ale to wciąż nieliczne przypadki w świecie zaawansowanych technologii.

Podobne wnioski płyną z opublikowanego niedawno raportu Komisji Europejskiej, z którego wynika, że w Polsce 60% firm charakteryzuje się bardzo niskim poziomem cyfryzacji, a jedynie 11% to przedsiębiorstwa w wysokim stopniu ucyfrowione. Średnia unijna to 26%.

Co ciekawe, z tych samych badań wynika, że 15 proc. ludności naszego kraju nie korzysta jeszcze z internetu, a niemal połowa społeczeństwa wciąż nie posiada podstawowych umiejętności cyfrowych, czym odstajemy od Zachodu.

Inwestycje widoczne są często po wielu latach…

Statystyki Bloomberga nie są na korzyść partii rządzącej. Pytanie tylko, na ile to jej wina, bo efekty inwestycji widoczne są często po wielu latach, a w przypadku innowacji – tylko część kończy się sukcesem.

Nie mówimy przecież o projektach centralnych – takich jak np. polski samochód elektryczny – tylko o systemowych rozwiązaniach, które mogą w dłuższym terminie sprawić, że więcej przedsiębiorców będzie mogło i chciało zająć się innowacją.

Sugeruje, że aby taki system funkcjonował prawidłowo, potrzeba w nim talentów, zasobów oraz, przede wszystkim, infrastruktury, która nie będzie zniechęcać do takich działań.

Za nami innowacje związane z upowszechnieniem internetu w latach 90. czy adaptacja urządzeń mobilnych i bezprzewodowych w latach 2010. A przed nami aktualnie kolejny etap tej ewolucji, która spowoduje w końcu połączenie świata online i offline.

W najbliższej dekadzie pojawi się mnóstwo nowych innowacyjnych produktów i usług, z których dzisiaj jeszcze nie korzystamy lub nie wiemy o tym, że za chwilę będą dla nas niezbędne. Od tego, czy wykorzystamy tę szansę, w dużej mierze zależeć będzie nasza pozycja w rankingu w dłuższej perspektywie – ocenia ekspert ALK.

Jaka jest pozycja Polski pośród innych państw OECD

Polska na tle innych państw OECD wygląda mało innowacyjnie. W zależności od sposobu oceny innowacyjności (np. struktura udziału wydatków na badania i rozwój w PKB; liczba patentów na 1 mln mieszkańców; udział eksportu High-Tech w całym eksporcie) Polska zajmuje oddalone miejsca.

Co może być tego powodem? Eksperci wskazali czynniki, które ograniczają dynamiczny wzrost innowacyjności polskiej gospodarki.

Innowacyjność, ze względu na swoją specyfikę i charakterystykę wiąże się z dużym ryzykiem i często – wysokimi kosztami nie tylko badań rozwojowych, ale także samego wejścia na rynek. Z tego też powodu tak ważne jest opracowanie i skuteczne wdrożenie systemu wsparcia, który byłby zachęta dla firm i przedsiębiorców, aby więcej inwestowali w badania i rozwój.

Nie ma jednego uniwersalnego mechanizmu, który sprawdziłby się we wszystkich krajach na świecie. Trzeba tworzyć odpowiednie otoczenie prawne i regulacyjne w oparciu o posiadane już struktury i indywidualny potencjał danego państwa – podkreślają eksperci.

Zwiększanie środków na B&R nie rozwiązuje jeszcze sprawy. Potrzebna jest zmiana regulacji, poprawa funkcjonowania instytucji wspierających innowacyjność. Problemem jest także niskie zaufanie społeczne w Polsce, i to zarówno interpersonalne, jak i do instytucji.

Z barier, które ograniczają pełne wykorzystanie potencjału innowacyjności w Polsce, eksperci wymieniają m.in. obowiązujące prawo upadłościowe (większość innowacji się nie udaje, obarczone są one wysokim ryzykiem, stąd procedury i mechanizmy wyjścia z inwestycji są tak ważne); egzekucja zobowiązań, itp.

Kluczowe jest wdrożenie regulacji, które sprawią, że lepiej być innowacyjnym, niż nie. Mogą to być zarówno zwolnienia podatkowe (dla mniejszych podmiotów), jak i polityka grantowa (większe start-upy).

Ważna jest jednak przede wszystkim przejrzysta i spójna strategia w zakresie współpracy firm z uczelniami, z administracją publiczną, z innymi przedsiębiorcami.

Współpraca w Polsce miedzy firmami i uczelniami jest bardzo ograniczona, mało projektów badawczo-rozwojowych wspólnie jest realizowanych – alarmują eksperci.

Oddzielną kwestią pozostaje rola państwa-ustawodawcy przy wsparciu innowacyjności (regulacje, dotacje, wsparcie finansowe), jak i państwa-właściciela największych spółek (kreacja innowacyjności przy największych podmiotach gospodarczych).

Przy rozwoju innowacyjności obecność państwa jest konieczna, chociaż sposób jak miałoby to wyglądać jest bardzo zróżnicowany na świecie. Pytaniem otwartym pozostaje, czy iść ścieżką Stanów Zjednoczonych i tworzyć lokalną “Dolinę Krzemową”, czy może drogą Niemiec i stawiać na innowacje skupione przy dużych koncernach.

Źródło: money.pl

EMAS jako narzędzie wspierające innowacyjny rozwój przedsiębiorstw

Posted Posted in Ekoinnowacje, Ekorozwój, Innowacje, Przemysł

Cel nadrzędny

Ekoinnowacje koncentrują się na ograniczaniu negatywnego oddziaływania na środowisko i lepszym wykorzystywaniu zasobów przy pomocy nowych rozwiązań.

Oznacza to opracowywanie nowych produktów, technik, usług, procesów, systemów lub modeli biznesowych.

Ich nadrzędnym celem jest zapewnienie korzyści dla środowiska, na przykład poprzez obniżenie presji na środowisko, efektywne wykorzystanie zasobów naturalnych lub ograniczenie emisji zanieczyszczeń.

Z drugiej strony ekoinnowacje mogą być szansą na poprawę konkurencyjności gospodarczej.

Program działań na rzecz środowiska

W programie działań na rzecz środowiska określono poprawę współpracy i partnerstwa z organizacjami jako strategiczne podejście do osiągnięcia celów środowiskowych.

Jednym z istotnych elementów tego podejścia są dobrowolne zobowiązania.

W tym kontekście niezbędne jest zachęcanie do szerszego uczestnictwa w systemie ekozarządzania i audytu w Unii Europejskiej (EMAS) oraz rozwój inicjatyw mających na celu zachęcenie organizacji do publikowania ścisłych i niezależnie zweryfikowanych sprawozdań dotyczących efektów działalności środowiskowej lub ekorozwoju.

W komunikacie Komisji z dnia 30 kwietnia roku 2007 dotyczącym średniookresowego przeglądu szóstego wspólnotowego programu działań w zakresie środowiska naturalnego uznano, że istnieje konieczność poprawy funkcjonowania dobrowolnych instrumentów przeznaczonych dla przemysłu oraz że instrumenty te mają znaczny potencjał, jednak nie zostały w pełni rozwinięte.

Takim instrumentem jest właśnie system ekozarządzania i audytu EMAS oraz inne systemy zarządzania środowiskowego.

Co to jest EMAS?

System ekozarządzania i audytu EMAS (ang. Eco Management and Audit Scheme) to unijny instrument ochrony środowiska. Jest to narzędzie zarządzania organizacją nastawione na ochronę środowiska, oszczędność energii oraz efektywne wykorzystanie zasobów, a także swoisty know-how pozwalający firmom realizować swoje cele biznesowe z uwzględnieniem odpowiedzialności za środowiskowo. Jego stosowanie może stanowić realne wsparcie dla ekoinnowacji.

EMAS to system ekozarządzania i audytu, który został wprowadzony w życie rozporządzaniem Parlamentu Europejskiego. Jest unijnym narzędziem skierowanym do wszystkich przedsiębiorstw i instytucji, które identyfikują aspekty środowiskowe oraz opracowują i realizują plany działań pozwalające sukcesywnie ograniczyć własne, negatywne oddziaływanie na środowisko.

EMAS jest czymś w rodzaju posiadania znaku firmowego, określającego dążenie organizacji do doskonałości w zakresie ekologii i polityki prośrodowiskowej.

Zasadniczym założeniem systemu EMAS jest dostrzeżenie i wyróżnienie tych organizacji, które dobrowolnie wychodzą poza zakres podstawowych wymogów określonych przepisami prawa i stale dążą do osiągania jak najlepszych wyników prowadzonych działań prośrodowiskowych.

Przystąpienie do systemu EMAS stanowi wejście do „elitarnej grupy” tych organizacji, które traktują aspekty środowiskowe na równi z innymi elementami prowadzonej działalności, oraz w sposób ciągły dążą do poprawy i minimalizacji negatywnego oddziaływania na środowisko.

O tym, że system EMAS skutecznie wspiera ekoinnowacje najlepiej świadczą dobre przykłady z całej Unii Europejskiej zbierane i nagradzane od kilku lat przez Komisję Europejską w ramach konkursu EMAS Awards.

Od dwóch lat tematem przewodnim konkursu są skuteczne ekoinnowacje wspierające poprawę działalności środowiskowej.

Systemy zarządzania środowiskowego znane są na świecie już od kilkunastu lat

Do najbardziej popularnych należą: system zarządzania środowiskowego zgodny z wymaganiami międzynarodowej normy ISO 14001 oraz system ekozarządzania i audytu EMAS wynikający z Rozporządzenia parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1221/2009 dotyczący dobrowolnego udziału przedsiębiorstwa w systemie ekozarządzania i audytu we Wspólnocie.

Pomimo, że międzynarodowa norma ISO 14001 została opublikowana trzy lata później niż wprowadzono w życie pierwsze rozporządzenie EMAS, zainteresowanie organizacji wdrażaniem systemu zarządzania środowiskowego zgodnego z wymaganiami normy ISO 14001 jest znacznie większe niż wdrażanie unijnego systemu ekozarządzania i audytu EMAS.

Charakter

Wśród przedstawicieli biznesu i nauki pojawiają się stwierdzenia, że system zarządzania środowiskowego zgodny z wymaganiami normy ISO 14001 ma charakter międzynarodowy zatem jest bardziej powszechny.

Często pojawia się jednak stwierdzenie, że system zarządzania środowiskowego oparty o wymagania zawarte w międzynarodowej normie ISO 14001 stawia mniej rygorystyczne wymagania przed przedsiębiorstwem niż wymagania zawarte w rozporządzeniu EMAS, co może skutkować postawieniem tezy, że jest on mniej wiarygodny i przynosi mniejsze efekty ekologiczne.

Pojawiają się również opinie, że system ekozarządzania i audytu EMAS stanowi element doskonalenia systemu zarządzania środowiskowego zgodnego z wymaganiami normy ISO 14001 lub też jest kolejnym krokiem w kierunku ciągłego doskonalenia systemu zarządzania środowiskowego.

Mniejsza popularność systemu ekozarządzania i audytu EMAS wynika głównie z faktu, że w rozporządzeniu dotyczącym tego systemu zarządzania zawartych jest wiele bardziej rygorystycznych wymagań, np. zapewnienie zgodności z wymaganiami prawnymi, wymagania w zakresie wykazania efektów działalności środowiskowej czy prowadzenie otwartego dialogu ze społeczeństwem.

Polityka ekologiczna Polski

Polityka ekologiczna Polski zakłada, że szczególny nacisk położony będzie na tworzeniu warunków sprzyjających wdrażaniu systemów zarządzania środowiskowego oraz kształtowaniu postaw konsumenckich w zakresie stwarzania zapotrzebowania na wyroby i usługi wytwarzane z poszanowaniem i należytą troską o jakość środowiska i jego zasoby.

Pojawia się zatem pytanie dlaczego warto wdrożyć system ekozarządzania i audytu EMAS. S

ystem ten jest najbardziej wiarygodnym systemem zarządzania środowiskowego. Już w polityce ekologicznej państwa założono, że większy nacisk będzie położony na rozwój systemu EMAS a przedsiębiorstwa posiadające rejestrację w systemie ekozarządzania i audytu EMAS będą miały obniżone opłaty za korzystanie ze środowiska.

Założono również opracowanie perspektywicznego programu działań promocyjnych skierowanych szczególnie do sektora małych i średnich przedsiębiorstw oraz administracji samorządowej szczebla lokalnego.

System ekozarządzania i audytu EMAS jest funkcjonującym w Unii Europejskiej, umocowanym prawnie narzędziem zarządzania, przeznaczonym dla różnego typu przedsiębiorstw produkcyjnych i usługowych, instytucji finansowych, placówek naukowych, szkół, urzędów administracji publicznej itd., które dobrowolnie chcą podjąć zobowiązania na rzecz ograniczania negatywnych oddziaływań na środowisko powodowanych ich działalnością.

Dlatego system ekozarządzania i audytu EMAS może być wdrażany w każdym przedsiębiorstwie, bez względu na jego wielkość i położenie.

System ekozarządzania i audytu EMAS stanowi nowoczesną metodę zarządzania, ukierunkowaną na osiąganie celów biznesowych i ochronę środowiska.

Niewątpliwie, wdrożenie systemu ekozarządzania i audytu oraz rejestracja w systemie EMAS, daje możliwość znalezienia się w elitarnej grupie przedsiębiorstw, postrzeganych (zarówno w Polsce, jak i na całym świecie) jako przedsiębiorstwa proekologiczne, działające w zgodzie z prawem, w sposób efektywny, wiarygodny i przejrzysty.

Cyfryzacja nowym motorem wzrostu dla przedsiębiorstw, dla kraju i regionu

Posted Posted in Innowacje, Przemysł 4.0

Dzięki pełnemu wykorzystaniu potencjału cyfryzacji PKB Polski może być wyższe aż o 64 mld euro do r. 2025.

Umożliwiłoby to w Polsce zwiększenie konkurencyjności na globalnych rynkach, poprawę sytuacji ekonomicznej 38 mln obywateli, a nawet awans do grona najbardziej zaawansowanych cyfrowo gospodarek w Europie.

Dotychczasowe motory wzrostu polskiej gospodarki słabną

Przez ostatnie trzy dekady Polska notowała wysokie tempo rozwoju. Lokomotywami wzrostu były tradycyjne sektory gospodarki, dynamiczny eksport, inwestycje zagraniczne, rosnąca siła robocza przy stosunkowo niskich kosztach pracy oraz środki z Unii Europejskiej. Jednak wiele z tych czynników zaczyna wygasać.

Zmagając się m.in. z problemem relatywnego niedostatku kapitału, polska gospodarka stoi również przed wyzwaniami na rynku pracy, bowiem przy rekordowo niskim bezrobociu, siła robocza staje się coraz droższa.

Zatem jeśli Polska chce pozostawać na ścieżce szybkiego rozwoju gospodarki i wzrostu zamożności społeczeństwa, musi ponownie zdefiniować strategię rozwoju i poszukać nowych źródeł wzrostu.

Ścieżki cyfrowego rozwoju

Według wielu analiz przyspieszenie cyfryzacji i oparcie gospodarki na nowych technologiach mogłoby stać się nowym motorem wzrostu, którego Polska tak pilnie potrzebuje.

Przyspieszenie rozwoju gospodarki cyfrowej może nie tylko przynieść Polsce dodatkowe miliardy euro, ale też pozwolić całkowicie zniwelować dystans do najbardziej zaawansowanych cyfrowo gospodarek Europy.

Wykorzystanie tego potencjału będzie zależeć od tego, czy w nadchodzących latach wszystkie zainteresowane strony postawią na technologie cyfrową.

Dla firm oznacza to wykorzystanie rozwiązań umożliwiających wzrost sprzedaży kanałami cyfrowymi, w tym zwiększenie ich możliwości eksportowych.

Z całą pewnością będzie to wiązało się z poprawą efektywności działania dzięki integracji automatyki i integracji rozwiązań.

Z kolei dla obywateli będzie to oznaczało inwestowanie w rozwój umiejętności potrzebnych w gospodarce cyfrowej.

Alternatywny scenariusz, zakładający utrzymanie obecnego kierunku rozwoju oznaczałby wzrost gospodarki cyfrowej.

W tym scenariuszu Polska pozostałaby daleko w tyle za cyfrowymi liderami z Europy.

Współpraca administracji publicznej z biznesem

Aby ambitny scenariusz cyfryzacji w Polsce został zrealizowany, niezbędne są działania wszystkich podmiotów mających wpływ na gospodarkę.

Firmy powinny dokładnie przeanalizować, jakie nowe możliwości daje im cyfryzacja gospodarki i jak je wykorzystać, m.in. wdrażając więcej narzędzi cyfrowych.

Pozwoli im to dalej zwiększać produktywność, znaleźć nowych klientów i łatwiej prowadzić ekspansję na globalnych rynkach.

Także sektor publiczny mógłby bardziej wykorzystywać technologie, które pozwoliłyby zwiększyć wydajność pracy i jakość świadczonych na rzecz firm usług.

Z kolei mieszkańcy w kontekście nadchodzących zmian na rynku pracy powodowanych przez automatyzację powinni inwestować w kształcenie ustawiczne, które ułatwi im przekwalifikowanie się i zdobycie nowych umiejętności wymaganych przez pracodawców.

Proces ten powinien się odbywać przy jednoczesnym promowaniu przez decydentów wykorzystywania nowych technologii i ich wdrażania.

Powinni oni także wspierać programy przekwalifikowywania się i powiększania kompetencji pracowników oraz działać na rzecz wzmocnienia ekosystemu wsparcia dla start-upów.

Należy działać już teraz

Aby w pełni wykorzystać cyfrową transformację, należy dostrzec unikalna szansę i działać natychmiast.

To bowiem dobry moment m.in. dlatego, że obecnie polska gospodarka rozwija się bardzo szybko.

Jednak powszechnie wiadomo, że okresy dobrej koniunktury nie trwają wiecznie, o czym coraz bardziej zaczynają przypominać eksperci wieszcząc spowolnienie gospodarcze.

Już teraz widać pierwsze oznaki, że dotychczasowe motory wzrostu zaczynają hamować.

Dodatkowo technologia może gruntownie przekształcić polski rynek pracy.

Wielu ekspertów podkreśla, że nawet 49% czasu pracy w Polsce może zostać zautomatyzowane do roku 2030 przy wykorzystaniu już istniejących technologii.

Oznacza to z jednej strony szansę na wzrost produktywności, z drugiej zaś wyzwania związane z dostosowaniem siły roboczej do nowego rynku pracy.

Dlatego niezbędne jest szybkie działanie.

Jednak przede wszystkim to właśnie teraz kształtują się nowe zasady globalnej cyfrowej rozgrywki.

Aby więc skutecznie przejść transformację cyfrową i wykorzystać jej pełny potencjał, koniecznie trzeba stworzyć jasną i szczegółową strategię działania.

Cyfrowy PKB per capita w Polsce stanowi nieco ponad 1/5 średniej dla cyfrowych liderów i 1/6 dla Szwecji.

Co jednak istotne, Polska notuje szybsze tempo wzrostu gospodarki cyfrowej niż kraje Wielkiej Piątki UE.

Polska dogania pod tym względem nawet cyfrowych liderów.

To pozytywny sygnał, jednak wiele obszarów warto jeszcze poprawić.

Np. Szwecja, mimo startu z wyższego poziomu, w latach 2012 – 2016 była w stanie zwiększać wielkość gospodarki cyfrowej o 9,9% rocznie.

Dzięki dodatkowym wysiłkom Polska mogłaby przyspieszyć tempo wzrostu gospodarki cyfrowej i dogonić lub nawet wyprzedzić niektórych cyfrowych liderów.

Cyfryzacja w wymiarze globalnym

Minione dekady przyzwyczaiły nas do tego, że najlepszym sposobem na zwiększenie wymiany towarów i usług jest znoszenie barier handlowych.

Otwieranie rynków miało sprzyjać nie tylko wzrostowi gospodarczemu, ale i wyrównywaniu szans rozwojowych.

Protekcjonizm, dla odmiany, był tego zaprzeczeniem.

Cyfryzacja wydaje się jednak kierować inną logiką.

Przynosi bowiem trzy wykluczające się nawzajem postulaty: wolność gospodarczą, ochronę prywatności oraz interesy bezpieczeństwa państwa.

Znalezienie „złotego środka”, który równoważyłby te sprzeczne elementy w skali globalnej może okazać się bardzo trudne, niekiedy wręcz niemożliwe.

Czy tak się stanie – czas pokaże.

Przedsiębiorstwa powinny inwestować w komunikację cyfrową

Posted Posted in Innowacje, Przemysł 4.0

Nieuchronnie interakcje z klientami stają się coraz bardziej skoncentrowane na kanałach cyfrowych.

Ta zmiana staje się coraz głębsza wraz z rozwojem technologii, przenoszeniem coraz większej liczby usług z offline do online, a także – co najważniejsze – ze zmianą, jaka zaszła w samych konsumentach.

Rynek konsumpcyjny już wkrótce będzie należał do „digital natives”, czyli tzw. cyfrowych tubylców.

To przedstawiciele końca pokolenia Y i cała generacja Z, czyli osoby dorastające w realiach internetu, nastawione na komunikację tekstową, treści wideo i życie w wirtualnych społecznościach.

Komunikacja z markami

„Digital natives” oczekują obsługi tu i teraz, spersonalizowanej pod kątem ich preferencji i wcześniejszego doświadczenia. W komunikacji z markami cenią sobie szybkość i autentyczność.

Chcą też mieć realny wpływ na swoje ulubione produkty, chętnie angażują się w ich promowanie.

Marki muszą zatem dostosować się do nowej rzeczywistości.

Stopniowa „digitalizacja” obsługi klienta oznacza przenoszenie „customer service” z tradycyjnych kanałów (infolinia, punkty obsługi, poczta tradycyjna) do internetu.

Szacuje się, że już teraz kanały cyfrowe przejęły ok. 40% interakcji z konsumentami.

Detaliści rozwijają obsługę klienta wszędzie tam, gdzie pojawiają się konsumenci oraz informacje na temat marek, tj. w serwisach społecznościowych, na forach internetowych, blogach czy stronach www.

Ci z kolei chcą, oczekują i wymagają, aby kontakt z markami był możliwy i satysfakcjonujący na każdym etapie ścieżki zakupowej – od szukania in-formacji o produkcie, po jego wybór, finalizację zakupu oraz opiekę posprzedażową.

Media społecznościowe ważnym kanałem komunikacji

Niebagatelną rolę na linii marka-konsumenci odegrały media społecznościowe ze swoim ogromnym potencjałem zarówno do budowania, jak i niszczenia marek.

Rozwój social media wpłynął na każdy aspekt komunikacji konsumenckiej – jej formę, treść, jakość i szybkość.

Nigdy wcześniej marki nie były tak blisko swoich klientów, a same praktyki biznesowe – tak transparentne.

W skali globalnej własnego fanpage’a posiada 60 milionów firm, zaś 4 miliony przedsiębiorstw aktywnie reklamuje się na Facebooku.

W r. 2017 wartość polskiego rynku social media wyniosła 600 milionów złotych, z indeksem wzrostu na poziomie 25% rok do roku.

Niezmiennie najpopularniejszym i najbardziej angażującym serwisem pozostaje Facebook, z którego pod koniec 2018 r. korzystało 76% polskich internautów.

W tym miejscu nie można też nie wspomnieć o roli, jaką odegrała rewolucja mobilna.

W ciągu kilkunastu lat od wynalezienia pierwszego telefonu z ekranem dotykowym, smartfon stał się najbardziej osobistym urządzeniem, z powodzeniem agregującym czy nawet powoli zastępującym inne.

Dzięki rozpowszechnieniu urządzeń mobilnych (telefony komórkowe ma w tej chwili 94% Polaków) oraz praktycznie pełnemu zasięgowi sieci mobilnej i planowanej na rok 2023 pełnej dostępności inter-netu szerokopasmowego dla wszystkich gospodarstw domowych, mamy do czynienia z sytuacją, w której każdy dorosły Polak będzie mógł mieć równy dostęp do narzędzi komunikacji, informacji oraz szeregu usług komercyjnych i publicznych4.

Jak prognozują eksperci, z internetem za pomocą urządzeń mobilnych łączy się w Polsce ponad 22 mln internautów, w tym zdecydowana większość wybiera do tego celu smartfon.

Należy przy tym podkreślić, że aż 4 mln internautów można zaklasyfikować do grupy „mobile only”, tj. korzystających z internetu wyłącznie za pośrednictwem urządzenia mobilnego.

Urządzenia mobilne posiadamy w zasięgu ręki niemal przez cały czas.

To ustawia smartfon jako najbardziej zaufane i ważne urządzenie konsumenckie.

Jak pokazu-ją wyniki badań, już teraz 35% konsumentów dokonało zakupu przez telefon6, zaś sklepy stacjonarne jako ulubione miejsce zakupu uznaje tylko 32% badanych.

Transakcje bezgotówkowe

Eksperci szacują, że do końca 2020 r. aż 85% transakcji ma się odbywać bez udziału gotówki, co wymaga rozwoju płatności mobilnych8.

Smartfon jest także ważnym „asystentem zakupowym” – w przypadku dowolnej wątpliwości, użytkownik szybciej zweryfikuje informacje o produkcie, sprawdzając je na telefonie, niż na jakimkolwiek innym urządzeniu.

Jak wynika z badań, aktywności około zakupowe dotyczą ponad 90% konsumentów mobilnych, a aż 36% konsumentów posiadających więcej niż jedno urządzenie zaczyna zakupy od poszukiwania inspiracji na smartfonie.

Myślenie o zakupach jako nie o pojedynczej czynności a całym procesie, który angażuje różne kanały cyfrowe, implikuje nowe podejście do komunikacji konsumenckiej oraz „customer service”.

Podróż klienta może się rozpocząć i zakończyć na wiele sposobów.

Od odwiedzenia fanpage’a marki, przez wysłanie zapytania za pomocą Facebook Messengera, po wizytę na stronie www i rozmowę z agentem poprzez live chat.

Przy dużej liczbie kanałów cyfrowych, klienci mogą przemieszczać się między nimi, próbując znaleźć optymalny sposób kontaktu z marką i zdobycia potrzebnych informacji czy uzyskania opieki serwisowej.

Na każdym etapie tej drogi ważna jest jakość obsługi i unikalne doświadczenie marki.

Potrzeby konsumenckie i widoczne oddalanie się klientów w kierunku online

W odpowiedzi na tak postawione potrzeby konsumenckie i widoczne oddalanie się klientów w kierunku online, firmy coraz śmielej inwestują w najnowsze rozwiązania technologiczne i rozwiązania automatyzujące „customer service”.

Jednym z popularniejszych jest live chat – prosty komunikator umieszczony na stronie internetowej, który umożliwia użytkownikom kontakt z konsultantem w czasie rzeczywistym.

Dzięki tej usłudze markę od klienta dzieli tylko jedno kliknięcie.

Nigdy wcześniej marki nie były tak blisko klienta w najbardziej sprzyjającym do tego kontaktu miejscu, tj. na firmowej stronie lub w trakcie zakupów online.

W przypadku sklepów online, opcja rozmowy z konsultantem w czasie rzeczywistym pozwala do minimum skrócić czas reakcji na zapytanie o dany produkt.

Konsultant może także służyć pomocą na kolejnych etapach finalizacji zakupu – przy wypełnieniu formularza zamówienia, płatności lub ustaleniu formy dostawy.

O tym jak ważne jest to rozwiązanie dla handlu internetowego przekonują wyniki badania firmy Forrester – zdaniem 44% konsumentów kontakt z konsultantem w trakcie zakupów online to jedna z najważniejszych zalet, które marka może zaoferować.

Na tym nie koniec – aż 78% firm planuje do 2020 r. wdrożyć rozwiązania wirtualnej rzeczywistości (VR) w obsłudze klienta, a 80% będzie obsługiwać klientów za pośrednictwem chatbotów10.

Użycie tego typu rozwiązań może sprzyjać większemu zaangażowaniu na linii marka-użytkownik oraz poprawie procesów obsługi klienta, o ile firmy zadbają o tworzenie unikalnych i spersonalizowanych doświadczeń, będących wynikiem współpracy między maszyną a człowiekiem.

Marketing i komunikacja z klientem

O marketingu i komunikacji z klientami najlepiej mówić na bazie doświadczeń, bo wnioski z nich dają najlepszy obraz obecnej sytuacji.

Wyniki badania potwierdzają to, co widzimy w zachowaniach i preferencjach konsumentów.

Klient korzystający z kanałów komunikacji internetowej w pierwszej kolejności oczekuje szybkiej odpowiedzi. To właśnie krótki czas reakcji marki wpływa na jej dobre postrzeganie.

Drugi element to jakość informacji, które klient otrzymuje w tych kanałach.

O ile pierwszy kontakt może nie zakończyć się rozwiązaniem problemu czy udzieleniem odpowiedzi na bardziej zawiłe pytanie, to przy drugim konsument musi otrzymać prawidłową i konkretną odpowiedź.

Do tego czas pomiędzy pierwszym a drugim kontaktem nie może wynosić więcej niż kilka godzin, chyba że wyraźnie został on wcześniej określony.

Co więcej, odpowiedź powinna nadejść od firmy, a klient nie powinien się o nią upominać.

Taki proces bardzo podnosi wiarygodność marki w oczach konsumenta, który ma poczucie odpowiedzialności marki za załatwienie jego sprawy.

Trzecim ważnym doświadczeniem płynącym z komunikacji z klientami jest spójność tej komunikacji. Informacje, które klient otrzyma w kanale online, muszą być spójne z tym, co usłyszy w offline i na odwrót.

Nie ma nic gorszego, jak brak komunikacji między tymi światami.

Dlatego jeśli, myślimy poważnie o obsłudze klientów i budowaniu z nimi relacji, a przez to o sprzedaży, to inwestycja w spójny system CRM, który da wszystkim osobom zaangażowanym w komunikację wgląd do całej relacji z klientem, jest niezbędna.

Czy internet przejmie komunikację?

Oczywiście, że nie. Konsument, zwłaszcza w Polsce, nadal lubi obejrzeć i dotknąć pro-dukt przed jego zakupem, jeśli tylko jest to możliwe.

Nasze preferencje zmieniają się szybko, ale nie na tyle, aby w wartkim tempie wyeliminować detaliczną sieć sprzedaży.

Obecne, komercyjne rozwiązania nie są w stanie obsłużyć większości spraw, z którymi dzwonią do nasi klienci.

Tu musimy jeszcze poczekać na rozwój sztucznej inteligencji.

Wyzwanie, jakie stoi więc przed działami komunikacji i sprzedaży, to opracowanie spójnego systemu komunikacji między światem online i offline. Ma to kluczowy wpływ na wizerunek marki i sprzedaż produktów.

Kanały służące promocji

Media społecznościowe na czele z Facebookiem tradycyjnie uznawane były przez marki za kanały służące promocji – budowaniu świadomości i wizerunku, ewentualnie jako masowe medium reklamowe.

Ma to nadal odzwierciedlenie w fakcie, że za obsługę tych kanałów odpowiedzialne są najczęściej zespoły marketingowe.

Tymczasem dla konsumentów Facebook i Messenger, które w Polsce mają już odpowiednio 17 i 13 milionów użytkowników, stają się naturalnymi kanałami do kontaktu z firmą w przypadku jakichkolwiek pytań, problemów czy reklamacji, zastępując tym samym kontakt telefoniczny czy mailowy.

Wybierając ten kanał komunikacji konsumenci oczekują szybkiej reakcji i taką też zwykle uzyskują.

Jednak, jak pokazuje raport, jakość odpowiedzi uzyskiwanych przez social media jest najniższa spośród wszystkich analizowanych kanałów.

Trudno się temu dziwić, gdyż dział marketingu lub obsługująca daną markę agencja marketingowa nie są tymi, którzy na co dzień odpowiedzialni są za obsługę klienta, a w takiej właśnie roli są stawiani, gdy cały ciężar obsługi profili społecznościowych spada na nich.

Na szczęście wśród firm korzystających z naszej aplikacji, między innymi służącej do moderowania profili społecznościowych, obserwujemy coraz wyraźniejszy trend włączania w ten proces osób lub nawet całych działów obsługi klienta.

Wydaje się więc, że w niedalekiej przyszłości nie tylko szybkość, ale także poziom obsługi klienta poprzez media społecznościowe zostaną docenione znacznie wyżej niż obecnie.

Przy wchodzeniu w interakcję z marką błyskawiczna odpowiedź przestaje być wyróżnikiem, jak miało to miejsce jeszcze kilka lat temu.

Konsumenci oczekują odpowiedzi w trybie niemal natychmiastowym, traktując social media i e-mail w sposób analogiczny do infolinii.

Stąd konieczność cyfryzacji działów obsługi klienta, które nie mogą być już traktowane jako „tradycyjne” infolinie – niezależnie od kanału, z które-go korzysta konsument, odpowiedź powinna nie tylko być natychmiastowa, ale i satysfakcjonująca.

Proces obsługi konsumenta mogą usprawnić boty oparte o „uczące się” algorytmy, ale choć widać wzrost aktywności i eksperymentów w tym temacie, nadal trudno o w pełni satysfakcjonujące rezultaty.

Inteligentne technologie

Wydaje się więc, że twórcy tych rozwiązań nadal opierają je o wystandaryzowane ścieżki, a algorytmy często nie umieją sobie poradzić z niestandardowymi zapytaniami.

Najlepszym wyjściem wydaje się być model hybrydowy, który zautomatyzuje procesy dla najczęstszych zapytań, a w przypadku mniej typowych problemów pozwoli na kontakt z pracownikiem działu obsługi klienta.

Tak czy inaczej, wbrew powszechnym oczekiwaniom, czynnik ludzki z procesu obsługi klienta nie zostanie wyłączony jeszcze przez długi czas.

Za najbardziej inteligentną technologią nadal muszą stać inteligentni ludzie.

Oczekiwanie natychmiastowego kontaktu ze strony marki nie może nas dziwić.

Przenoszenie biznesu do internetu skraca dystans na linii konsument – dostawca usług.

Skoro marketing prowadzimy w czasie rzeczywistym, to klient oczekuje, że również w czasie rzeczywistym będzie się kontaktował z marką.

Niezależnie od tego, czy chciałby złożyć reklamację, czy zapytać o jakiś produkt.

To zasługa mediów społecznościowych, które przyzwyczaiły nas do tego, że reakcję na to, co piszemy, otrzymujemy natychmiast.

I wydaje się, że z tego powinniśmy wyciągnąć daleko idące wnioski, bowiem jest to jeden z priorytetów dla wszystkich firm poważnie planujących utrzymanie się na rynku.

Innowacyjne rozwiązania w sprzedaży internetowej

Posted Posted in Innowacje

Czas na kreowanie marki i sprzedaż produktów w serwisie internetowym

O innowacja w przemyśle, wdrażaniu nowych modeli biznesowych już pisaliśmy.

Czas na kreowanie marki i sprzedaż produktów w serwisie internetowym.

Nie ulega wątpliwości, że z roku na rok rynek online w przypadku sprzedaży i zakupów, będzie rósł i się umacniał, a tracić będą Ci, których w tym medium nie będzie.

Smartfon to dziś nowy sklep, swoisty showroom, w którym użytkownik ogląda i selekcjonuje produkt, choć nadal transakcje finalizuje na desktopie.

Ten trend będzie ewaluował na korzyść mobile’a, a wraz z rozwojem płatności mobilnych czy elektronicznych portfeli, upowszechniał się.

Tym samym interfejs stron mobilnych będzie dążył do uproszczenia tak, aby użytkownicy chętniej korzystali z tego kanału. Serwisy tzw. mobile friendly nie tylko są oceniane lepiej przez userów.

Wpływ ma to także na ich pozycjonowanie w wyszukiwarkach www, gdyż boty śledzące znacznie wyżej klasyfikują strony posiadajace dobrze rozbudowane wersje mobilne.

Takie działania spowodowane są ogłoszoną przez Google’a strategią Mobile First Index.

Do tej pory posiadanie wersji mobilnej strony było tylko jednym z wielu czynników rankingowych.

Teraz to wymóg i Google wyraźnie to komunikuje.

W ten sposób indeksuje już ponad 50% stron i nie wygląda, żeby zamierzał się z tej polityki wycofać.

Nowinki technologiczne to domena młodszych pokoleń

Świetnie odnajdują się w niej Millenialsi czy generacja Z.

Liczba użytkowników, którzy korzystają z wersji mobilnych czy aplikacji podczas codziennych aktywności nieustannie rośnie. Mobile jest dla userów wygodny, szybki i nieskrępowany.

Możemy wyszukać interesujące nas produkty i dodać do koszyka, będąc w podróży, na spacerze czy odpoczywając na kanapie.

Wersja mobilna to wyjście naprzeciw oczekiwaniom użytkowników a to przecież jest kluczowym czynnikiem i najszybszą drogą do do sukcesu.

Ale bardzo istotnym faktem jest pozyskanie i utrzymanie uwagi usera, a to w dzisiejszych czasach do najłatwiejszych nie należy.

Aby móc mierzyć się w wyścigu ofertowym należy pamiętać o kilku podstawowych rzeczach, do których należą:

* jakość: przekazu i zdjęć. Pamiętajmy, że decydując się na fotografie na stronie mobilnej musimy założyć, że użytkownik będzie chciał je rotować lub powiększyć. Dajmy mu więc taką możliwość, aby jeszcze chętniej przeglądał stronę sklepu. To również wartość dla samych właścicieli sklepów, warto monitorować jak zachowuje się user, czy chce powiększać zdjęcia oraz co dzieje się z osobą, która ogląda fotografie.

* rekomendacja: tutaj zdecydowanie warto testować różne wymiary rekomendacji, od podobieństwa produktów na zdjęciach, aż po ten sam brand, kolor, styl czy zakres cenowy.

* okazje: do marki i sklepu użytkownika przywiązują okazje. Należą do nich bezsprzecznie kody rabatowe. Istotnym jest aby intuicyjnie pokierować konsumenta przez ścieżkę dodania takiego „gratisu”. Czytelność kodu oraz jego lokalizacji zwiększa prawdopodobieństwo skorzystania z okazji. Dodatkowym wsparciem są nagłówki i bannery na stronach głównych, które przypominają użytkownikowi o możliwości zakupu zrabatowanego.

* uproszczenia: jeśli zbieramy dane o użytkownikach lub informacje odnośnie transakcji zasadnym jest ułatwienie użytkownikowi żmudnej operacji wklepywania treści związanych z adresem i kontaktem. Tutaj pomocnym jest autorefill/prefill, które za pomocą jednego kliknięcia pozwolą na zautomatyzowanie procesu, co znacznie skraca ścieżkę zakupową. W pewnym sensie jest to więc komunikacja i promowanie marki w internecie.

Komunikacja i promocja marki w internecie

Chociaż rola Facebooka będzie się marginalizować, to jeszcze przez długie lata pozostanie on najskuteczniejszym kanałem promowania marek.

Pod warunkiem, że biznes nadąży za trendami. A te w social mediach zmieniają się szybciej, niż nastroje konsumentów.

Nie ulega wątpliwości, że media społecznościowe z punktu widzenia firmy powinno się traktować, jako jeden z bardziej skutecznych kanałów marketingowych.

Cały problem w tym, że znaczna część polskich firm nie planuje obecności w SM, uwzględniając trendy w sieci. Tymczasem to właśnie odpowiedzi na mody decydują o jakości komunikacji z rynkiem.

Dzięki internetowi i jego narzędziom konsumenci zyskują nie tylko większe możliwości komunikacji i wymiany doświadczeń, ale także szanse samoorganizacji i wspólnego podejmowania działań.

Strategia rozwoju serwisu internetowego

Bycie mobile friendly powinno być wpisane w strategię rozwoju każdego serwisu internetowego.

I tak jak telefony komórkowe z powodzeniem zdetronizowały przewodowe telefony, tak dziś smartfony wysuwają się na prowadzenie, pozbawiając pierwszeństwa tradycyjne urządzenia desktopowe.

Towarzyszące nam niemal na każdym kroku telefony komórkowe stanowią przyszłość, w którą warto inwestować już dziś, wdrażając odpowiednie zmiany w serwisie.

Strategia przystosowania do trendu Mobile First Index to jedyna droga ku lepszym wynikom, zarówno e-commerce’owym, jak i wizerunkowym.

Sklepy przyszłości

Posted Posted in Ekorozwój, Innowacje

Doświadczenia i wygoda – te dwa słowa definiują oczekiwania człowieka XXI wieku. Z jednej strony szukamy coraz mocniejszych bodźców, z drugiej doceniamy wolny czas i nie chcemy go tracić na nudne obowiązki. To podejście ma wpływ na rozwój wielu branż w handlu, w tym branży odzieżowej. Sklepy przyszłości, bo o nich tu mowa optymalizuje się zarówno pod kątem wygody zakupów, jak i dostarczania kupującym wielu wrażeń.

Fashion tech kluczem do sukcesu – czyli koszula bliższa ciału

Od projektowania ubrań przez logistykę magazynów, aż po nowoczesne formy sprzedaży, w każdej marce, która chce się liczyć na rynku w działach IT pracuje sztab ludzi.

Fashion tech, czyli kooperacja mody z technologią na każdym etapie życia produktu, staje się normą. Szczególnie istotne są modyfikacje procesu zakupowego.

Popularny jeszcze kilka lat temu pogląd, że w przyszłości będziemy kupować głównie w internecie, w branży odzieżowej się nie sprawdza.

Choć popularność sklepów internetowych z roku na rok rośnie, to zmienia się też podejście do kupowania odzieży.

Współczesny konsument chce dotknąć ubrania i je przymierzyć, a zakupy potraktować jak formę relaksu.

Istotny jest również czynnik ludzki, obecność kogoś, kto pomoże i doradzi w zakupach.

To sprawia, że wiele marek przekształca swoje salony w showroomy, a sklepy internetowe tworzą stacjonarne odpowiedniki.

Prawdopodobnie w przyszłości nawet kupując online , będziemy chcieli odwiedzić sklep, w którym ubranie zmierzymy, zlecimy poprawki krawieckie lub po prostu wypijemy kawę i podyskutujemy ze stylistą o nadchodzących trendach.

Coś więcej niż szybkie zakupy

W świecie, w którym wszystko jest na wyciągnięcie ręki, coraz większą wartością stają się emocje.

Idąc na zakupy odzieżowe często samo nabycie produktu jest drugorzędne, liczy się proces, który ma sprawić przyjemność i oderwać nas od codzienności.

Zadowolony klient to klient, który kupi i wróci po więcej.

Wiedza o tym marki odzieżowe, sprawiając, by ich salony sprzedaży kusiły nie tylko ciekawą kolekcją, ale też dodatkowymi atrakcjami.

Kupowanie komfortowe

Czasem najlepsza technologia to ta transparentna, która choć ma na nas wpływ, pozostaje niezauważalna.

Niektóre marki odzieżowe stosują w swoich salonach progresywne systemy oświetlenia oraz klimatyzacji.

Kamery śledzą ruchy klientów, a następnie tworzą mapy ciepła i zbierają informacje o poruszaniu się klientów w obrębie sklepu.

Dzięki temu możliwe jest obiektywne wyeksponowanie flagowych kolekcji czy zarządzanie temperaturą w salonie.

Zakupy szyte na miarę

W sklepie przyszłości klient będzie śledzony przez kamery na każdym kroku.

Pełen proces zakupowy: zwroty, informacja o ubraniach zabieranych do przymierzalni i kupowanych, zostanie poddana analizie.

Sztuczna inteligencja przeanalizuje zabrane dane, by zoptymalizować zarządzanie towarem lub projektowanie salonów.

Już teraz coraz powszechniej stosuje się systemy alokacji, które dobierają ubrania wysyłane do salonu w konkretnym mieście.

Analiza bierze pod uwagę najczęściej kupowane w danym miejscu kolory, rozmiary, styl i inne wybrane czynniki.

Każdy klient konkretnej marki zna to uczucie, gdy w jednym ze sklepów znajduje ubrania doskonale dobrane pod jego gust, a w innym nie potrafi się odnaleźć.

To właśnie zasługa maszyn, które na podstawie danych o najczęściej kupowanych towarach wybierają modele eksponowane w konkretnych salonach.

Jeszcze więcej personalizacji

Dobieranie oferty przez sztuczną inteligencję to jedno, ale nowoczesne technologie już teraz sprawiają, że sklep sam proponuje najlepsze dla nas ubrania.

W sklepie przyszłości klient rozpoznawany jest już na wejściu, za pomocą logowania lub aplikacji w telefonie.

Im bardziej transparentnie, tym lepiej. System, analizując historię zakupową, gust, a nawet kalendarz, w którym notujemy plany wakacyjne lub zawodowe, sugeruje ubrania, które idealnie trafiają w gust i będą pasować do tego, co nabył wcześniej.

Sztuczna inteligencja kryje się także w reklamach.

Ekrany w sklepach dzięki możliwości rozpoznania klienta oferują odzież dopasowaną specjalnie dla niego.

Jeśli system nie będzie w stanie rozpoznać danej osoby, sztuczna inteligencja za pomocą analizy obrazu i tego co człowiek w danej chwili ma na sobie, wyświetli reklamę szytą na miarę.

Sztuczna inteligencja

Koniec z kolejkami

Największą zmorą współczesnych zakupów są kolejki do kas, które niejednokrotnie sprawiają, że klient rezygnuje z zakupu.

Na ratunek przychodzą metki RFID stosowane już przez niektóre marki.

Metki RFID przechowują informacje o życiu produktu od magazynu, aż po konkretną półkę w danym sklepie.

Dzięki nim sprzedawca może udzielić informacji o dostępności produktu nie tylko w danym salonie, ale także w obrębie miasta czy kraju.

Metki RIFD pomogą także uniknąć kolejek, wystarczy, że użytkownik zeskanuje je w odpowiedniej aplikacji i już będzie mógł wyjść ze sklepu z towarem.

W przyszłości nawet skanowanie stanie się zbędne, klient przechodząc przez bramki czy znajdując się w obszarze wybranej kamery, nie poczuje gdy system automatycznie obciąży jego konto w aplikacji w telefonie.

Coraz więcej marek rozumie, jak ważne jest połączenie dwóch kanałów sprzedaży : online i sklepów stacjonarnych.

Omnichannel zakłada, że do sklepów będziemy przychodzić, by zmierzyć ubrania, ale już procesu zakupowego dokonamy online.

Luksus na wyciągnięcie ręki

Dla tych, którzy kochają zakupy, roztaczane wizje przyszłości są zapowiedzią czegoś wspaniałego: prywatni styliści, komfortowe przymierzalnie czy brak kolejek to zmiana w dobrą stronę.

Z drugiej znów strony klienci, którzy zakupy odzieżowe traktują jak przykry obowiązek, otrzymają szereg narzędzi, które zautomatyzują cały proces.

Sztuczna inteligencja zaprojektuje całą garderobę, bazując na kalendarzu, a jedynym zmartwieniem będzie zasobność portfela.

Co więcej, proponowane rozwiązania to świetna optymalizacja kosztów dla wielu marek.

Technologia ogranicza wydatki związane z personelem czy magazynowaniem.

Prezentowane rozwiązania mają też swoją mroczną stronę: im więcej automatyzacji i spersonalizowanych reklam, tym trudniejsze staje się kreowanie własnego stylu.

Jeśli jednak konsument przyszłości zachowa rozsądek, nadchodzące technologie przeniosą zakupy odzieżowe w nowszy, bardziej luksusowy wymiar.